wtorek, 5 października 2010

Migawki z domu..


Wreszcie!! Mam ładowarkę aparacianą (a to za sprawą mojego 'stałego czytelnika' 666, któremu wdzięczna jestem po stokroć!!!), mogę robić zdjęcia, mogę wstawiać na bloga:)
Mam tyle zaległości, tyle się dzieje, na budowie, w domu, w którym się urządzamy, na ogrodzie!!
Po kolei!
Czytając różne blogi napotykam się na różne, czasem jakże odmienne preferencje kwiatowe, jedni lubią hortensje, inni słoneczniki, jeszcze inni wrzosy - tak jak ja!! pisałam już o tym kiedyś; maciejka, peonie, malwy, bluszcze wszelakie i wrzosy - to właśnie JA! I właśnie one są jednym z niewielu powodów dla których lubię jesień. Inaczej - lubiłabym bardzo tą właśnie porę roku, ale pogoda, temperatura i wszelakie opady mające miejsce w tym czasie przyćmiewają urocze, kolorowe, pachnące aspekty tej właśnie pory roku..
J wiedząc jak zakochana jestem we wszystkich odmianach wrzosów i wrzośców zrobił naparapetkową zaokienną donicę właśnie na nie. Prezentuje się pięknie i nie pozwala mi nie zatrzymać się przed wejściem do domu..

Idźmy dalej. Będąc w UK natrafiliśmy na okazję zakupu bardzo tak naprawdę niepraktycznej, dwuosobowej, nierozkładanej sofki w kolorze jasnej śmietanki. Ale kto powiedział, że wszystko musi być praktyczne..? Zakochaliśmy się w niej i tak tuła się z miejsca w miejsce, z kąta w kąt, ale znalazłam już dla niej docelowe miejsce w naszym nowym domku. Jeszcze na razie musi stać w salonie, ale żeby nie było jej smutno - spasowały się z nią idealnie mięciutki, ażurowy pled i kilka szydełkowych poduszeczek, wygląda pięknie!


Poniżej na planie głównym moja ulubiona podusia a na grzejniku, przytargany również w UK kot - lampion na tea-lighta:)



I jeszcze z sypialni: kamienie przytargane z tegorocznego pobytu na Korfu oraz latarenka znaleziona na klamociarni, na której testowałam decoupage i shabby chic;) Takie tam dawne próby..


I na koniec - jedna z moich najcenniejszych pamiątek z tegorocznych wakacji. Bukiecik bawełny, nazrywanej w okolicach bodajże Loanniny w Grecji. Pole wypatrzone przez J spowodowało wrzask taki w naszym kamperku (mój wrzask), że reszta się nieźle zdezorientowała! Szukałam takiej bawełny u nas w sklepach.. kwiaciarniach.. próbowałam też w innych miejscach, ale niestety wszystkie próby kończyły się niepowodzeniem. A tu proszę taka niespodzianka! Posadziłam koło wazonika śpioszkę od Ambrozji:)


Acha! Zachęcę jeszcze moli książkowych do książki, którą pochłonęłam - dosłownie - w weekend, w WKD i.. trochę na wykładach.. yyy nieładnie;)
Książka mojej ukochanej Tess Gerritsen 'Opary szaleństwa'.. ech, co za emocje, co za fabuła! Genialna!! Po prostu rewelacyjna! -
-- * P * O * L * E * C * A * M * ---
A od wczoraj czytam także Tess 'Klub Mefista', początek równie wciągający!

4 komentarze:

  1. Podusie wyszły przeuroczo! Po prostu super są te poszewki!!!
    I do tego w tle kolor ścian nadający niepowtarzalny klimat pokoikowi!
    Wszystkie aranżacje podziwiam i gratuluje kunsztu wykonania!

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzisz Bogusja, to caffe latte wyszło zupełnie inaczej u nas, można by powiedzieć: kolor z gamy tych ciemniejszych, ale bardzo przytulny, zresztą przyjedziesz to sama zobaczysz:)**

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna ta ławeczka i pięknie jest ubrana.
    Bawełna i śpioszka idealnie do siebie pasują,
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam szydełkowe akcenty. Pieknie to wszystko wygląda. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń