niedziela, 11 grudnia 2011

No i skończyliśmy 6 miesięcy!


Niby nic - wielkie mi halo, kolejny miesiąc..
Ale dla mnie to coś wielkiego..
To nieprawdopodobne zjawisko.. dopiero co pisałam o 3 miesiącach ukończonych, torcie i podziwach: jak ten czas leci.. A tu proszę!
6 miesięcy za nami!



Zębole z zoomem i bez;)
Jedynki górne i prawdopodobnie górna lewa dwójka (pani doktor się dopatrzyła) w drodze








Przy wieczornym karmieniu, z tych emocji chyba zasnął tacie podczas karmienia (...) Sama słodycz!


Wszyscy tulili, kochali, łasili się, kiziaki i zachwycali, ale takie o zabiegi mają miejsce na co dzień, a nie tylko do święta, ma się rozumieć!

Następny post będzie ze słodkimi przepisami; dziś nie dam już rady, mimo, że 6 miesięcy skończone młody budzi się wiele razy w nocy na michę, tak więc mam syndrom chronicznego niewyspania..
Nie mnie jednak wczorajszy wieczór spędziłam przy maszynie i uszyłam kilka fajnych rzeczy: kolejne 'opakowania' lampionów sylwestrowych i prezent - niespodziewajkę:) Żadna tam wielka rzecz, ale dumna jestem z siebie jak cholera Egon!

Taka jeszcze dygresja na koniec:
mam tak urocze dziecko, że napatrzeć się nie mogę! Hehe, dobrze, że to mój blog i takie pierdołki mogę wypisywać bezkarnie!

2 komentarze: