wtorek, 29 listopada 2011

Rozszerzanie diety c.d. i asymilacja codzienna


Pisałam tego posta ze 40 min (z przerwami) i wcięło go bezpowrotnie, macie tak czasem? GRRRRR! Teraz muszę wszystko skrócić, bo nie chce mi się tego samego raz jeszcze:/
Nie tak dawno, dosłownie kilkanaście dni temu, J babcia, która została do nas wzięta na zimę - miała udar:( Rokowania były fatalne, ale za całych sił staraliśmy się doprowadzić babcię do lepszego stanu, żeby nie spędzała w pozycji leżącej większości dnia, żeby zgłaszała, że potrzebuje do toalety, żeby rozmawiała z nami, żeby sama jadła. Dzisiejsza wizyta rehabilitantki potwierdziła, że jest o niebo lepiej! Często podsuwamy małego babci, przepada wręcz za nim, choć co jakiś czas pyta: co to za dziciocek? Cóż, taka jest starość, niestety...

W temacie jedzeniowym, J 'upolował' na wsi eko-indyczkę:) celem wprowadzenia do jadłospisu naszej latorośli mięska jakże potrzebnego w codziennej diecie. Dzisiaj został poporcjowany i zamrożony, wyszło ok 20 porcji - na 40 obiadków:)
Do tej pory wszystkie posiłki miały słodką nutę dziś po raz pierwszy: marchew, pietruszka, seler i indyczka właśnie.. Obawialiśmy się trochę jak zareaguje na taki posmak, ale zjadł zdziwiony - całkiem sporo jak na pierwszy raz:)
Tak więc do
kaszy manny
kaszy kukurydzianej
marchwi
buraczka
ziemniaka
jabłka
gruszki
dyńki
dopisuję:
indyczkę
pietruszkę
seler

:)
W piątek zapodam solę jako nowość, ciekawe jak zareaguje na rybkę?



czwartek, 24 listopada 2011

Dzień którego miałam dosyć i turlanek moc!














Tak na wstępie - nie mogę - tradycyjnie - podpisywać poszczególnych fot:/ No commento!

Tak, dzisiejszego dnia miałam dosyć tak bardzo, że.. no bardzo dosyć! Sz zrezygnował z drzemki o godzinie 10, mimo, że śpiacy być okrótnie.. Krzyczał, nadymał się (brak kupy), tarmosił dziąsełka (wczoraj wypatrzyliśmy pierwszy wyrżnięty ząbek, drugi w drodze..), pluł (ach ta nowa umiejętność..) a mi cierpliwości brakowało.. Ale tłumaczyłam sobie, żeby nie dać się ponieść chwili, że za moment uśnie.., że musi cierpieć, dlatego jest taki, a nie inny.. Usnął po 11.30 (...)


Przekręcanie się z plecków na brzuszek, uchwycone z fotach z kociszonem na kolanach, przysparza ciekawych doznań: przy przewijaniu (nie daje się przewinąć), przy układaniu do drzemki (nie daje się ułożyć), przy przebieraniu (nie daje się przebrać), wreszcie - przy wieczornym zasypianiu (na brzuchu..;))

Rozpoczęcie przygody pt: pełzanie to kwestia.. kilku chwil myślę, nóżki już wycinają do przodu, dupsko w górę.. jak opanuje synchronizację rączek do tego to wystartuje jak wściekły;)


Ech.. a dopiero co w brzuchu siedział, jak już pisałam..;)

poniedziałek, 21 listopada 2011

Małe nowości;)








Każdy dzień przynosi coś nowego, i każda mama opiekująca się swoim maluchem (hmm właściwie to nie musi być swój, aby zaobserwować takie rzeczy) musi się ze mną zgodzić. A to nowy produkt wprowadzony do jadłospisu, a to zaobserwowanie nowej umiejętności (...);

Ostatnia sobota przyniosła nam nową 'umiejętność': plucie - zdjęcie powyżej..

Jechaliśmy z J i teściem do kręgarza, gdyż obaj biedni z tymi kręgosłupami, wiecznie coś (...) i podczas drogi powrotnej Młody zaczął.. właśnie pluć:/ Wydmuchujac powietrze z dużym impetem mówi jakby przewlekłe "PPPPPPP" i wykotłowuje przy tym masę śliny.. Teraz to jest prawdziwym ŚLIMAKIEM! Nie pomaga nasza dezaprobata i utrzymywanie powagi, mimo tego, że czynność jest ta jest - bądźmy szczerzy - mega zabawna w jego wykonaniu;)


Następnie - usypianie na rękach, niby nic, ale Simak nigdy nie był w stanie porządnie zasnąć trzymany na rękach, a tu proszę - w zeszłym tygodniu zasnął u teściówki podczas przechadzania się po mieszkaniu, u J w tych samych okolicznościach i u mnie - tak o na fotelu:)


A dzisiaj - ha! Kilkakrotnie samodzielnie przekręcił się z brzucha na plecy i odpychał się nogami jak żaba - znakiem tego niedługo będzie go pełno wszędzie bo zacznie pełzać! Za ciemno było na fotę, ale kamera by się tu przydała tak naprawdę!


A tak niedawno w brzuchu siedział.. :D

sobota, 19 listopada 2011

PhotoShop i Wychowywanie bezpieluchowe..??



Historia jest taka: kiedyś, wiele lat temu mieszkałam z moją blogową przyjaciółką - Madam Daniell ( http://deco-withlove.blogspot.com/) i naszymi połówkami; zaraziłąm się od niej fotografią, zabieraniem aparatu WSZĘDZIE i cykaniem masy zdjęć..

Często razem wychodziliśmy - zabierając nasze aparaty rzecz jasna, a po powrocie zrzucaliśmy na kompa i przepuszczaliśmy przez PhotoShopa właśnie.. To było daaaawno temuuu..


Później PhotoShop został zapomniany, korzystałam do tej pory z jakiegoś padakowego programu, który służył mi do przycinania i ewentualne delikatnego retuszu (skutki ZAWSZE były niezadawalające..).


I oto, po latach, CD z instalką tego programu została odnaleziona, Asia (moje Guru zdjęciowe) przeprowadziła błyskawiczny instruktarz chatowy na FB i.. działam:) Oczywiście narazie znam tylko niezbędne minimum, ale trenuję ostro!

Dziękuję Asiu:*


(górna fota po retuszu, dolna w oryginale)



Acha, jeszcze o tym co w tytule posta..

Przeczytałam wiele na temat wychowywania bezpieluchowego, widziałam wiele filmików instruktażowych, programów w TV, wypowiedzi (...) i.. nie do końca rozumiałam ideę w/w..? Po co? Po to są pielusony, aby dzieciaczek mógł z nich korzystać! A nie biegać z dzieckiem na ręku po jedzeniu, czy zaraz po wstaniu na nocnik czy toaletę 'dla dorosłych'..

Nie mnie jednak w ostatnim czasie, kiedy to zaczęłam dawać młodemu stałe pokarmy, ewidentnie widać.. kiedy się załatwia.. Wiadomo, konsystencja jest zmieniona i wydalanie nie jest już rzeczą tak prostą:) Tak więc pomyślałam sobie, że skoro wiem kiedy następuje produkcja.. to po co czekać aż tetra się zapełni? Kiedy widzę, że produkcja się rozpoczyna - zanoszę młodego do toalety, gacie w dół i .. no wiadomo:) Nie zdawałam sobie nawet sprawy, że taka prosta czynność w wykonaniu własnego dziecka może sprawić tyle satysfakcji:) Mam co prawda zdjęcia wykonane przez równie dumnego tatę telefonem, ale pozwolę sobie na luksus nie zamieszczania, nie mniej jednak MMSy poszły w świat:D


Pozdrawiam podczytywaczy i życzę sympatycznej niedzielki:*

sobota, 12 listopada 2011

Mój 5-miesięczniak w profesjonalnym obiektywie!


















Nasi panowie postanowili spiknąć się z innymi panami i męskie party sobie urządzić - no to my sobie urządziłyśmy babsko-dzieciate;)

Nasze lalusie na zmianę ucinały sobie drzemki, jedno jadło, drugie zabawiało się na macie, potem to pierwsze żądało wymiany pielusona, a drugie zerkało na TV etc, wieczorem jednak razem wylądowali na macie i zostały obcykane przez moje guru fotograficzne - Madam Daniell:)




Chciałam jeszcze tylko dodać, że mój pięciomiesięczniak - zwany od dzisiaj LALUSIEM;) - coraz ładniej wcina kleik ryżowy na śniadanko, dynię z marchewką na obiadek i jabłuszko na deserek! łyżeczką i te de); dostał od ciociuni śliniakową rynnę, dzięki której chociaż część jedzonka, która finalnie nie trafiła do małej paszczy się w niej znajdzie - ma nadzieję;)


Zobaczcie na zdjęciach jak zmniejsza się różnica pomiędzy dzieciaczkami - przypominam: 2 miesiące;


buziaki!

środa, 9 listopada 2011

Kiedyś mogą mieć nam to za złe;) Ale co tam!












Dopiero co spędziliśmy razem weekend i pastwiliśmy się nad naszymi małymi nygolami wsadzając ich razem do kojców, nosidełek, etc, a tu następny weekend nadchodzi i wszystko na to wskazuje, że będzie powtórka z rozwrywki hehe

Mój mały brutal znowu będzie atakował niewinną Alutkę, a my będziemy się śmiał w głos i cykać, cykać, cykać!

poniedziałek, 7 listopada 2011

Rozszerzanie jadłospisu dziecięcego (...)















Weekend spędzony w szóstkę - Pietrzaki dorosłe, Kozy dorosłe i ich latorośle:) Tak więc napatrzyłam się na latorośl Pietrzakową - Alicję, a że łączy mnie z nią więź szczególna z tytułu 3mania ją za malutką rączkę już na kilka chwil po porodzie - napatrzyć się nie mogłam:D


Porównując małą A z moim Sz stwierdzić można, że nasze dzieciocki są tak bardzo różne od siebie (poza płcią hehe oczywiście!), mają tak różne charaktery, budowy ciała, zachowania! Oczywiście jak większość dzieci mają cechy wspólne: avanti na dezaprobatę z tytułu upuszczonego mola, zainteresowanie łapisonami, które co rusz lądują w buziaku czy zadowolenie wynikające z usadowienia w bujaczku z wibracją;)


Ala to oaza spokoju, delikatności, subtelności i ciszy,

Szymek - oaza nygusostwa, rozdarcia, wiercipięstwa, zespołu niespokojnych rąk i nóg i nieustajacego nienajedzeniaże w nocy);)

Nygol z niego straszny, ale co się okazuje ja dawałam popalić do 3 lat, mama chodziła ciągle niewyspana i przymulona a mi się buzia nie zamykała, tak więc.. nie ma co się dziwić:)


Wczoraj pierwszy raz podałam Sz marchewkę z jabłuszkiem, podsumuję tak: utytłane dziecko to szczęśliwe dziecko; teraz juz wiem, że jabłko się nie spiera tak łatwo..

Jutro przygotuję do zamrożenia kubeczki z zawartością: dynia + marchew, a dalej to się zobaczy..


Czytam różne opinie na temat podawania kaszek - tak w ogóle, nie mam na myśli jedynie kaszek gotowych - bo stosowania takowych nie biore pod uwagę na chwilę obecną. Zastanawiam się nad wprowadzeniem następującej kombinacji: kasza jaglana, płatki owsiane, troszkę sklarowanego masła, do tego może być jabłuszko, gruszka, cynamon, imbir (oczywiście niektóre z dodatków stosownie do późniejszego wieku). Wertuję książkę Zak-Cyran Bożeny 'Odżywiaj dziecko w zgodzie z naturą', bardzo ciekawa i interesująca, czytałam kiedyś inną książkę tej autorki dot. ogólnie odżywiania i dlatego kiedy teraz poleconą mi ta pozycję z chęcią po nią sięgnęłam:)

Mam nadzieję, że Sz z uwagi na swój apetyt nie będzie specjalnie kapryśny, no zobaczymy(...)

Gdyby Sz akceptowałby nadal cycka - zgodnie z opiniami pediatrów dokarmianie mogłabym rozpocząć za miesiąc - po 6 msc, ale skoro jest inaczej - zaczynamy już teraz!


Ps. Analiza dziennych drzemek trwa!

piątek, 4 listopada 2011

Post z prośbą o poradę!






Tłumaczyłam sobie przez cały czas, że za wszelką cenę będę chciała przyzwyczaić Sz do spania w warunkach.. różnych.. Od włączonego telewizora, dzwoniącej komórki, rozmów, po włączoną muzykę, zapalone światło etc. I konsekwentnie tak postępowaliśmy.. Ostatnio jednak z teściówką (w końcu najwięcej czasu z nim spędzamy) zaobserwowałyśmy kilkakrotnie, że mimo, że jest śpiący ewidentnie - to nie śpi, ale jest przy tym rozzłoszczony..

Położyłyśmy go w osobnym pokoju, przy zgaszonym świetle, w ciszy.. i faktycznie, usnął od razu, mało tego, drzemka była wyjątkowo (jak na niego) długa. Obudził się radosny i zadowolony.. co niestety okupione było wybudzeniem w ciągu nocy i chęcią zabawy.. ok 3:/

Sama już nie wiem co mam robić i jak postępować...? Nie chciałabym, żeby był w kwestii spania podobny do mnie - musze mieć komfortowe warunki sypialniane, ciszę i spokój, przy czym J - usypia w każdych warunkach, niezależnie od niczego!

Może ktoś mógłby mi coś doradzić w tej kwestii?

czwartek, 3 listopada 2011

Po raz pierwszy..


Ano! Za poradą Asi - zdjęłam gondolę i w pozycji półleżącej chciałam w spacerowej wersji jeździka wyspacerować Kolesia, ale darł się,niezależnie od komfortowej pozycji w jakiej się znalazł, oczy zamknięte ze złości i ani myślał, żeby rozejrzeć się i stwierdzić, że może obserwować sobie otoczenie.. Tjudno, spróbujemy znowu jutro, może będzie bardziej zainteresowany..?

A, no i poza sokiem z jabłuszka (pediatra poradziła nam jabłko ze względu na pektyny i błonnik zbawiennie działający na 'kupowe sprawy') podaliśmy dzisiaj starte jabłko, ale.. - ale wieczorem dostałam maila od mojego guru żywieniowego i bardzo negatywnie wypowiedziała się właśnie o surowiźnie na delikanty, mały brzuszek.. Zleciłam już mojej mamie sprawdzenie czy u niej w czytelni są wymienione przez tą właśnie koleżankę pozycje książkowe, promujące zdrowie żywienie dzieci i zacznę zaczytywać się w temacie.
Wierze, że skoro do pieluch się przekonałam, to i przekonam się do niestosowania żałosnych słoiczków megadrogich, w których niewiadomo tak naprawdę co zamknięte jest..
Bardzo wierzę w to, że jesteśmy tym co jemy, chciałabym zaszczepić w dzieciaczku zdrowe nawyki.. Moja mama tez bardzo się starała, nie jedliśmy z bratem słodyczy (w każdym razie w bardzo małych ilościsach), na spacery zabieraliśmy swoje jedzonko i kompocik, nie było mowy o fast foodach..
Chcieć to móc, dlatego będę czytać, a co mądrego wyczytam - to zapodam!