niedziela, 27 marca 2011

Zaproszenie do zabawy "moje małe tajemnice;]"


Do zabawy zaprosiła mnie Asiulla z http://mylittlewhitehome.blogspot.com/

Jedziemy zatem:)

... pierwsza moja małą tajemnica, choć tak naprawdę żadna to nałóg internetowy.. No lubię bardzo, nigdy mnie nie nudzi, zawsze znajdę coś co mnie zainteresuje, uwielbiam fora, sklepy z fajnymi rzeczami, relacje z różnych wypraw, pisać maile, największą giełdę internetową, przeglądać blogi innych szalonych blogerek.. lubię i już:)


... gadanie z kotami:) Niby wszystkie kocie mamy.. i tatusiowie, jeśli tacy istnieją tak mają, ale ja nie uważam, żeby to było do końca normalne;) Gadam sobie z Mozaiką, a ona najzwyczajniej w świecie mi opowiada, czasem rozmowa jej się podoba i się łasi, przytula, a czasem mnie podgryzie albo żachnie się na znak: to jest koniec rozmowy! ;) J nigdy tego nie skomentował, ale zerka dziwnie ;)


... chomikowanie w pamięci tekstów przeróżniastych piosenek:) Żebym miała taką pamięć jak do kolosa się uczę, czy do innych spraw dnia codziennego.. Tu już jest gorzej.. Nie wiem jak to się dzieje, włączam radio i śpiewam razem z nim i dziwią się znajomi: jak to?! A tak to:)



... nie obejrzałam wielu kultowych filmów, które 'widział chyba każdy'.. Mimo, że miałam wiele okazji ku temu. Nie wiem jak to jest, ale mam tak, że wolę po raz kolejny obejrzeć ten sam film, który oglądałam przysłowiowe 100 razy (w większości polskie stare komedie, gdzie poszczególne dialogi mam w pamięci (tak jak te durne teksty piosenek)), a inne wciąż pozostają w sferze tych: nieobejrzanych..


Nigdy sama nie odważyłam się autem pojechać do Wa-wy.. 1 że kiepsko z miejscami do parkowania, 2 że korki, 3 że zawsze znajdę 1000 powodów dla których lepiej pojechać WKD czy pociągiem, 4 wieczne przebudowy, remonty, zmiany organizacji ruchu, 5 dżungla, dżungla i jeszcze raz dżungla.. ale może kiedyś się odważę.. SAMA:)





Ech, moje marzenie od daaawna, a właściwie potrafię określić od kiedy dokładnie.. od wakacji 2008. Podczas pobytu w UK zakochałam się w karawaningu i wszystkim co z tym związane..
Kiedyś myślałam o samochodzie typu camper - takim, jakie wypożyczamy na wyjazdy wakacyjne, ale ostatecznie chyba wolałabym przyczepkę kempingową ciągnioną przez 7osobowego Volkswagena Sharana.. ech.. Teraz przymierzamy się do zmiany samochodu, ponieważ ten, którym jeździmy to spuścizna po kurierce w którą bawił się J i auto to ma jedynie 2 siedzenia i pakę, a jak Szymuś się pojawi - wiadomo, potrzebne tez miejsce dla niego:) Niestety, na atrakcyjny rocznik, młodszy niż 2005 raczej nie będzie nas stać, a starszy nie wchodzi w grę, ale pomarzyć można.. Bardzo bym chciała posiadać:)


... przez uraz kolana musiałam zapomnieć o tańcu.. A kiedyś bardzo lubiłam, bardzo lubię nadal, ale kolano odzywa mi się co jakis czas.. Pierwszy raz załatwiłam je sobie jeżdżąc w podstawówce na lodowisku szkolnym - punkcja, gips, siedzenie w domu, rehabilitacja, bla, bla, bla; kolejny raz - też w podstawówce podczas upadku na rowerze, podobna historia.., potem trochę przerwy w cierpieniach kolanowych i znowu: na dyskotece - a dzięki alkoholu bólu nie odczułam od razu, po paru godzinach szaleństwa okazało się, że kolano jest 4 razy takie jak to drugie - szpital, punkcja, stabilizator, uziemienie w domu na miesiące (...); kolejny raz podczas pracy w UK.. nazbierałoby się trochę tego, ale nie będę nudzić. Suma summarum tańczyć uwielbiam, ale po każdym większym wysiłku (dajmy na to tegoroczny Sylwester) muszę to odpokutować bólem:( Nie mniej jednak czasem z J włączamy sobie coś tanecznego i kicamy, bo J tez bardzo bardzo lubi i moim zdaniem jest świetnym tancerzem:)


... Dopóki nie zaszłam w ciążę praktycznie nie piłam.. ale nie mam na myśli alkoholu, tylko wody, napojów, herbat.. Jak to możliwe? Tak to:) Rano mała kawa z powerem, później... cały dzień nic, wieczorem ewentualnie jakiś alkohol:) I tyle! Idąc do kogoś w gości, na pytanie: kawki, herbatki? Odpowiedź zazwyczaj brzmiała: Nie dzięki, napita jestem:) Odkąd dowiedziałam się o brzuchowym pasażerze - staram się te 1,5 litra mineralnej wydoić, ale ciężko, ciężko;) Dziwne, nie??

I tyle:) (foty zapożyczone z netu, nie jestem autorem żadnego z nich)



Miłego tygodnia wszystkim życzę, ja się nastawiam na kontynuowanie pisania magisterki, bleeee
:]***

1 komentarz:

  1. Fajna zabawa!
    Dziękuję za zaproszenie.
    A propos zapamiętywania piosenek, to my z Krzyśkiem dalej jesteśmy w szoku, choć minął pewnie prawie rok, po opowieści o wędrówkach angielskimi ulicami i śpiewania "baby girl" z innymi przechodniami! W swoim czasie był to na pewno hit, ale nawet refrenu całego bym nie umiała powtórzyć :)

    OdpowiedzUsuń