środa, 30 marca 2011

Wiosna, wiosna, wiosna ach, to Ty!


Kto poczuł wiosnę? Chyba wszyscy;) Przede wszystkim J, po prawie 2 tyg zmagania się z chorobą, którą oczywiście nie omieszkał podzielić się ze mną, 2 weekendach spędzonych pod kocami na sofie z glutem maksymalnym, wreszcie poczuł zew natury i zamontował pierwszą z 4 zamówionych lamp mających za zadanie rozświetlenie naszych włości;) Upatrzyliśmy sobie ten konkretny model - i co się okazuje: hurtownia w której zaopatrują się chyba wszyscy sprzedawcy na Allegro szwankuje i u nikt ze sprzedawców nie posiadał na stanie 5 sztuk!! Sklep, w którym kupiliśmy sprzedał nam modele powystawowe, w stanie idealnym, sztuk 4. Piątą taką samą zamówimy u innego sprzedawcy - takiego, który w ofercie posiada także lampy najazdowe, które przewidziane są na taras. Na razie czekamy cały czas na próbki desek, które miały być wysłane już jakieś 2 tyg temu i niesolidny pan zamulił;/ Każdy zasługuje na.. czwartą szansę, więc po smsie -przypominajce - czekamy dalej;)
Lampy - marzenie, takie właśnie miały być:):):)


Podlewam, doglądam, wystawiam do słoneczka - nasze pomidorki koktajlowe mają się świetnie! Muszę doczytać w jakimś mądrym źródle kiedy powinny zostać rozsadzone w osobne pojemniczki każdy, na razie są jeszcze zbyt wątłe na taką operację




A tu już na pierwszym planie moja kobea pnąca. Muszę przyznać się na forum do porażki przy jej wysiewie.. Przykryłam nasionka zbyt dużą ilością ziemi, która podczas podlewania stała się ciężka i na chwilę obecną tylko 2 z 6 wykiełkowały. Wzruszyłam więc ziemię żeby zobaczyć jak mają się pozostałe i bardzo wątpię czy jeszcze z nich coś będzie. Ale nauka na przyszłość jest - zresztą, widziałam w którąś sobotę program o ogrodnictwie i wiem już jak profesjonalny wysiew tego typu nasionek powinien wyglądać.
Więcej pojemniczków już czeka, nasionek mamy masę, więc może dziś, może jutro znowu zaszalejemy:)



I jeszcze Mozajnik wiosenny podczas ulubionej czynności podwórkowej - tarzanie grzbietu o chodnik, w jedną stronę, i w drugą i jeszcze raz, i jak już taka porządnie zakurzona w paprochach i piachu błaga o możliwość powrotu do domu, a po wpuszczeniu - fruuu na coś miękkiego: kupka świeżego prania, pościel, poduszka nakrzesełkowa.. Taka już jest zasada: albo czysty i sterylny dom, albo zwierzątka:) My wybraliśmy..
;)




Żegnam się i uciekam do czynności, której kontynuację zaniechałabym z tak ogromną chęcią.. Pisanie magisterki.. W weekend przytarabaniłam na kwadrat 20 książek z mojej polibudowej biblioteki - kto by pomyślał, że mają tam takie pokłady! My w każdym razie z Daną byłyśmy w szoku!! Pozytywnym!
Ps. dla śledzących mojego bloga taka tam 'niecodzienna' informacja: znowu biorę antybiotyk.. NA CO TYM RAZEM!!?? A no w niedzielę wieczorem rozpoczęło mi się ostre zapalenie ucha środkowego, po nieprzespanej nocy, stwierdziłam, że mam ogromne szczęście w nieszczęściu - okazało się, że w Limie jest wolna wizyta u laryngologa w godzinach wczesno-porannych. Tak więc od 5 do 7 rano czekałam praktycznie w drzwiach, aby wylecieć na WKD i znaleźć się już w gabinecie.. Pani potwierdziła moje przypuszczenia, przepisała antybiotyk i inne specjały oraz spuentowała, że zapalenie ucha jest następstwem przewlekłego kataru najprawdopodobniej, a jak się dowiedziała, że mam takowy od początku grudnia - była już pewna diagnozy.
Napiszę tak: o matko z ojcem, nie życzę nikomu... i nie lekceważcie 'zwykłego katarku'..

Buziaki:********

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz