czwartek, 30 grudnia 2010

W temacie naszej łazienki, która metamorfozę przeszła :D


Zebrałam się wreszcie i z .. co tu mówić: dumą załączam kilka fotek mojej łazienki. Historia była taka: od zawsze chciałam mieć łazienkę w kolorze białym z dodatkami turkusu i brązu. Zakochana jestem w takim zestawieniu po dziś dzień. I taką też łazienkę miałam mieszkając do sierpnia w bloku, w moim mieszkaniu. Po przeprowadzeniu się do domu przez jakiś czas musieliśmy użytkować łazienkę w kolorze zielonym, który jeszcze jako tako tolerowałam, ale dodatki.. przyprawiały mnie za każdym razem gdy do niej wchodziłam o zawrót głowy: złotawy i żółtawy.. Musiała nastąpić rewolucja - na początku niewielka; w grę wchodziły meble i dodatki bez zmiany glazury i terakoty, nie wyrobilibyśmy się kasowo i czasowo absolutnie...
Docelowo: od połowy do podłogi: biała cegiełka z białą fugą, od połowy do sufitu: delikatny kolor egg-duck, o którym na tym blogu już się rozpisywałam;), zamiast wanny prostokątny głęgoki brodzik z siedziskiem (to moja wersja) lub wanna narożna (wersja J.), na podłodze tak jak i w kuchni, holu i wiatrołapie - imitacja deski, piękna szara włoska terakota..
Ale to kiedyś, jak Bóg da, a partia pomoże;) Narazie wycisnęliśmy w łazienki ile się dało, brakuje jeszcze lampy (już upatrzona w Belle Maison - biała, stylizowana na styl skandynawski), uchwytu na papier toaletowy i lustra, z którym czuję, że będzie najwięcej zachodu.. A to dlatego, że co chwila zmieniam zdanie i koncepcję, jak to baba, wiadomo:D
I tak poniżej - zupełnie przed remontem, jak się sprowadziliśmy..



Najbardziej wkurzająca.. ściana z oknem!! Roleta w znienawidzonym przeze mnie żółtym kolorze, złoty karnisz i ... FIRANA!!!!



Poza tym: wszystko poustawiane na wierzchu, brak opcji schowania czegokolwiek z powodu zbyt płyciutkich i malutkich mebelków.. Pralka i cudowny wąż odprowadzający wodę do.. umywalki..


Tu już ekipa remontująca w postaci J. zabiera się do pracy.. ostatni rzut okiem;)


I demontaż! Nareszcie!


Malowanie..


I wstawienie moich wymarzonych mebelków, których skręcanie wprawiło J. w nieopisany podziw! Nad prezycją wykonania, dokłądnością i jakością.. Pralka wyniesiona do pralni razem z proszkami, płynami zmiękczającymi i te de..


A to już migawki z NASZEJ ŁAZIENKI:)
Nad wieszakami zastanawiałam się.. a z 2 miesiące albo i dłużej:) Muszę na łamach podziękować Bogusji mojej kochanej za tyle cierpliwości przy przeglądaniu 'linków wieszakowych', wydruków, wysłuchiwaniu opowieści z dziedziny: wieszakowe opowiści! Dzięki kochana! Niech Ci Bozia w dzieciach wynagrodzi!


Zdecydowałam się ostatecznie na długaśny wieszak na 6 haczyków. Mój ręcznik, J., gościa jakiego - albo i dwóch, laleczki naszej, no i np laleczkowego szlafroczka;) Opcji może być teraz wiele!!


Wieszak łazienkowy z podobnej linii, będę go musiała tylko przemalowac na jaśniejszy kolorek, poza tym - sprawdza się rewelacjone!


Rybka, do której link również zapodała Bogusja, a moja odpowiedź po minucie, była następująca: tak, kupiłam ją;)


Regalik, na który mogę patrzeć i uśmiechać się, po prostu stać i uśmiechać się, taki tam pierdolczyk:)



Mydelniczka zakupiona na Allegro w Lovely-Home.. no i w moim mniemaniu jest lovely, absolutnie!



Pierwsze zdjęcie w poście przedstawia ścianę z oknem - po mojemu. Postery zakupione w Galerii Camomille.pl, oraz roletka z Dekorii. Z niej jestem najmniej zadowolona, myślę, że nienajlepsze wykonanie wynika z okresu przedświątecznego, w którym to była zamawiana.. Nie zwalnia to jednak szwalnii z zachowania jakości, życie to zweryfikowało..
No nic, ostatecznie z całościowego efektu jestem bardzo zadowolona!!!!

Wczoraj do późnych godzin nocnych wykańczaliśmy kuchnię. Tzn - ja wspomagałam swą obecnością jedynie, siedzę w domu na L4 znowu i siły za bardzo nie mam, ale co mogłam to pomogłam, tak więc mam nadzieję, że wkrótce uda mi się tez migawki kuchenne zapodać:)

Ściskam MMMMMMMocno i składam najserdeczniejsze życzonka noworoczne!
Mam nadzieję, że będziecie się pysznie jutro bawić, my robimy imprezę u nas, nawiedzi nas 20 gości i mam nadzieję również szampańsko się zabawić w Piccolo w ręku;)

:*******

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Kocie urokliwości moje..


Kilka migawek z naszego codziennego życia z naszymi kocimi pieszczochami:) Usłyszałam ostatnio zdanie: koty śmierdzą. Heloł!!?? Można o nich wiele powiedzieć, ale.. no bez przesady! Dla mnie koty to cudowne stworzonka, słodkie, urokliwe i przyjacielskie.. Oczywiście prawda to, że egoistyczne niekiedy, że najwięcej miłości okazują jak się miska zapełnia, że złośliwe czasami i zaniedbywane potrafią nasikać w jakieś okrutnie niewskazane miejsce i te de i te de, ale prawdziwi kociarze - tacy jak ja czy J - potrafią wszystko wybaczyć.. Spójrzcie tylko na zdjęcie powyżej...:)







A to zdjęcie lubię szczególnie. Mój mały mituś w pierdolniku jaki wytworzył się podczas remontu pralni. Zaspany taki i głodny najprawdopodobniej.. No jak nie kosiać!?:)

niedziela, 26 grudnia 2010

Święta, Święta.. i po Świętach:) A! I wspaniała wiadomość!


Tak jak w tytule.. w tym roku zleciały wyjątkowo szybko.. nie nadążyliśmy! W tym pędzie podjęliśmy miłych gości i staraliśmy się nie przejeść:) Wklejam kilka fot choinkowych i takich tam klimatycznych







Udało mi się - sama nie wiem jakim cudem - wygospodarować tych kilka chwil i zrobiłam kilka małych prezencików decoupage; w zeszłym roku był to długotrwały rytuał, w tym ze względu na remont i masę innych spraw które nawarstwiły się w okresie przedświątecznym - mogłam poświęcić na to znacznie mniej czasu.. Nie mniej jednak efekt zadowalający:)






Acha, no i ta cudowna wiadomość!!!! Dzisiaj odwiedzili nas Asia z Danielem, czyli Państwo P:) I już na powitanie Asia wyciągnęła swoje.. USG ciążowe:):):) I tym sposobem.. OBIE JESTEŚMY W CIĄŻY!!! Tak, nie pisałam wcześniej, ale myślę, że dzisiaj jest na to odpowiedni moment!
Asiulka, serdeczne gratulazione dla Was i raz jeszcze napiszę, że strasznie, strasznie się cieszę!!!!



Zgodnie z wyliczeniami ginów różnica między nami jest ok 2 miesiące, amazing!
Bardzo się cieszę!!!!

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Ciasteczkowe szaleństwo!!


Z racji tego, że mam prywatnego, osobistycznego kucharza mogę sobie pozwolić na stanie z boku i fotografowanie:)
Podczas pieczenia ciasteczek na użytek domowy, na tyle spodobał nam się przepis jak i sam efekt końcowy, że J zrobił całą furę ciasteczek na Wigilię do przedszkola, w którym pracuje. Wszyscy byli zachwyceni!!!







Ciasteczka pachnące, jeszcze cieplutkie w towarzystwie winka własnej roboty:)


Zapodaję zatem przepis -

Kruche ciasteczka orzechowe

składniki:

60dag mąki krupczatki
1 i 3/5 kostki (40dag) masła śmietankowego
20 dag cukru pudru
3 żółtka
szczypta soli
szklanka rozdrobnionych, ale nie zmielonych orzechów (ja dodaję także migdały)

*****

Mąkę siekamy z rozdrobnionym, wychłodzonym masłem, dodajemy cukier poder, sól, żółtka; składniki łączymy, czubkami palców wyrabiamy ciasto.
Jeśli będzie się kruszyć można dodać 1-2 łyżki gęstej, kwaśnej śmietany.
Całość owijamy w folię i wkładamy na godzinkę do lodówki.
Wychłodzone ciasto dzielimy na części, rozwałkowujemy nie grubiej niż na 0,5 cm, posypujemy rozdrobnionymi orzechami, które lekko wciskamy wałkiem i wykrawamy kształtkami ciasteczka. Na część ciasteczek można posypać cukrem zamiast orzechami.
Układamy na blaszce, wstawiamy do rozgrzanego piekarnika, nastawionego na temperaturę 200 stopni i pieczemy 15-18 minut.
W pudełku blaszanym przechowują się nawet przez kilka tygodni:)

*****

Bon apetit!

niedziela, 19 grudnia 2010

My bedroom!


Moja świeżuteńka, biała (z dodatkiem granatu) sypialnia w delikatnym stylu marine nareszcie zaczęła nabierać kształtów! Wreszcie mogę napisać tego posta! Wreszcie dzisiaj rano pan technik z tp podłączył nas do neta! Czy świat nie jest piękny!!??
Poniżej zapodaję dokumentację foto z pomieszczenia, które teraz służy nam za sypialnię do czasu, aż pojawi się $ na zrobienie docelowej, poddaszowej sypialni na górze:)


Wcześniej był to salon teściów z 'uroczym regałem a'la meblościanka i wypoczynkiem z fotelami':/ Dobrze, że mamy to już za sobą;)


Ale żeby się pozbyć wszystkich klamotów i zanieść teściom na górę - sporo się trzeba było nalatać, ja w tym czasie byłam chora, więc J śmigał w pojedynkę góra-dół


Tutaj już bez klamotów za to z zepsutym grzejnikiem, J podczas zdejmowania roletek z okien stanął na nim niefortunnie i. ciach, kolejny wydatek do kompletu.. Nie ma jednak tego złego, był tak paskudny, że nikt go nie żałował..


Przez 2 dni pokój posłużył do drobnych prac, typu składanie szafek łazienkowych;)


Był także miejscem wylegiwanek Mozaiki;)


No, a zdjęcia te zrobiłam w sobotę, ładna pogoda, światło naturalne, skorzystałam więc.. Poniżej widok z przedpokoju na sypialnię i salon


Girlanda uszyta w zeszłym roku również podczas jakiegoś choróbska..


Kurki zakupione w zeszłym roku przez .. Mikołaja rodzicowego


I śpioszek od Darsi:)


Łóżko w całej okazałości..



Łóżko takie duże a Mozaika zawsze się wkitra na miśka albo zaraz koło niego;)


Przestrzeń.. przestrzeń.. przestrzeń...


I popołudniowy cień mojej girlandy..


Mimo pełnego zachwytu nad sypialnią - mimo wszystko - moim No 1 jest pralnia, tzn jej przemiana.. Ale to już innym razem..
Życzę spokojnego, pachnącego pierniczkami i wanilią, wesołego tygodnia przedświątecznego:)***