sobota, 10 kwietnia 2010


Byłam z J na targu rano (jak nigdy) i J odebrał telefon od mamy, po czym się zatrzymał, powiedział tylko 'co????!!!' i zamarł. Kiedy skończył rozmawiać, rozłączył się i powiedział o tej strasznej tragedii jaka spotkała pasażerów feralnego rejsu.. Nie będę zbyt oryginalna, ale napiszę, że ja również do tej pory nie mogę w to uwierzyć. I szczerze czuję ukłucie w sercu, żal i pustkę, mimo, że z polityką nie mam zbyt wiele wspólnego. Tu nie chodzi o polityków, tylko ludzi.. Jutro na mszy będę się modlić szczególnie mocno za ofiary dzisiejszej tragedii (...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz