środa, 10 marca 2010



Szpital domowy..
Polopiryny walają się ze świetlikiem do okładów na J oko, pomerdane z rutinoscorbinami, sebidunami i innymi takimi.. Bakteriozów lata u nas w powietrzu tyle, że nie zazdroszczę domokrążcom i jehowym;) Dobrze, że kiciul nie jest biorcą bo chyba kopytka by wyciągnął;]P
Weekend szkolny zbliża się nieubłaganie, tyle trzeba przygotować.. bleeee
B dzisiaj poddała mi pomysł na pracę mgr, więc chyba jednak w piątek udam się na seminarium, skoro mam z czym wystąpić;)
:)*****

3 komentarze:

  1. Kochanie, jest zwyczajnie przeurocza. Wyrazem 'twarzy' przypomina mi ciut Malinę, takze nie rozpieść jej, bo będziesz miała w domu wiecznie nadąsaną skrzekę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak tu nie rozpieścić...?;)

    OdpowiedzUsuń
  3. kciuki za zakończenie szpitala!
    a Mozaikę rozpieszczać trzeba... - bo jakżeby inaczej?

    OdpowiedzUsuń