wtorek, 23 lutego 2010


Ponieważ następny weekend przekibluje jak ta lala na polibudzie, w miniony korzystając z wiązki światła dziennego (w tygodniu niestety przed wyjściem do pracy ani po powrocie takowego brak) cyknęłam kilka moich kwiatulków;)
Powyższe - mini faftusy otulone ocieplaczami filcowymi, poniżej faftus od teściów na walentynki. Teściówka zapytała po tygodniu jego pobytu u nas: 'Kozunia, nie zdechł ci, nie zżółkł?' Heloł, dajmy mu trochę czasu żeby zdecydował się czy mu się podoba na naszym parapeciku, a nie tak od razu..;)




Powyżej mój chwastuś rosnący co jakiś czasu po centymetrze:)
Poniżej jeden z moich ulubieńców - i chwastuś w tle..



I cebulka, którą już zawiozłam Krysi, niech ładnie i zdrowo rośnie:)

1 komentarz:

  1. witam. bardzo sympatyczny blog. a ja trafiłam tu.. przez mozaikę
    okazało się, że to kot, a ja poszukiwałam informacji o- mozaice na parapetach- trafiłam :)

    jak się sprawuje to dzieło? na czym było kładzione?

    szykujmy remont- a to chyba jedno z najlepszych rozwiązań

    z góry dziękuję za informację

    OdpowiedzUsuń