piątek, 18 grudnia 2009

'Santa Clause is coming to town' - soon!


A zanim przyjedzie.. jeszcze maksymalnie ciężki weekend - nie ma co się oszukiwać, łatwo nie będzie, no a i początek tygodnia nie zapowiada się ciekawie - Pavlova prawdopodobnie albo już doleciał do Stanów albo jest w drodze powietrznej, więc z Tobisiem mamy osłabiony squad - nie ma to tamto, damy radę, ale nie ma to jak 'pełna chata'..
Tak jak z Madam Daniel dzisiaj wspólnie stwierdziłyśmy - że nie mamy czasu na nic, ja jeszcze liczę, że w niedziele po schooloo skoczymy kupić cokolwiek na Święta.. a jak nie to będę znosić partiami zakupy do domu, chyba, że Jarkowi uda się w jakiś sposób zostawić mi auto któregoś dnia, w co bardzo mocno wątpię.. Wczoraj jak wyszli z Arturro braciakiem z domku po 4 RANO, tak zrobili nawrotkę.. koło 0:30 W NOCY...
'Pozwolę sobie na luksus nie komentowania tego'
Póki co więc suszę pomarańczki, przesadzam kwiatku, decouuu i ... czasu nie starcza, czyli nic nowego..:)


Oficjalnie stwierdzam, że sposób na suszenie pomarańczy: w piekarniku na ok 60-80 C ok 4 H - nie działa.. Może i troszkę się podsuszyły, ale bez grzejnika by się nie obeszło!


A to już kwiatek geniusz, który żyje.. leżąc na wierzchu ziemi w doniczce... a jak się odżywia - zastrzelcie mnie!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz