czwartek, 3 lipca 2014

Muzeum motoryzacji, Kids Planeta i lazy afternoon


Auta zrobiły wrażenie.
Okazało się, że niektóre modele posiadamy w domu.. w wersji mini resoraka:)



Podczas pobytu w UK pracowaliśmy z J w parku zabaw Woodland's Park.
Jesteśmy przez to (... prawdopodobnie przez to) mega negatywnie nastawieni do tego typu atrakcji..
Jarek podczas pracy tam (od wszędobylskiego kurzu) nabawił się tak ostrego kaszlu (każdego ranka po wstaniu kasłał tak, że niekiedy myślałam że się udusi dosłownie!), że pobyt na takim placu jest dla niego karą. Poszedł więc z Totką na zakupy, a Szymka (tak ładnie prosił) zabrałam na 3 kwadranse do Kids Planety wierząc, że skoro otwarta niedawno to może nie tak do końca jeszcze zakurzona i zabakterjozowana;) Za 'naszych czasów' atrakcje tego typu były rzadkością.. (hmm.. nie wiem kiedy do PL natarły tzw piłeczki), był trzepak, gra w gumę, w klasy, skakaliśmy na skakankach, graliśmy w piłka parzy, uderzaliśmy o ścianę bloku piłką i skakaliśmy przez nią (ku niewątpliwej radości sąsiadów...), od wielkiego dzwonu chodziliśmy do objezdnego cyrku.
Może teraz jest czas placów zabaw tego typu, może to te plastikowe zjeżdżalnie, baseny z piłeczkami, siatkowe przejścia to jest to co naszym maluchom będzie się kojarzyć z dzieciństwem..?
Nie wiem, czas pokaże, na tą chwilę patrzę sceptycznie, ale nie mówię do końca nie.
Buzie dzieci na takich placach są takie szczęśliwe, rozpromienione.. To jest chyba właśnie TO, co dużo współczesnych małych tygrysków lubi najbardziej:)


I jeszcze kilka pstryków z popołudnia


Pozdrawiamy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz