piątek, 30 września 2011

:D



Miło spędzony czas oznaczał dla mnie kiedyś - kiedyś wyjście w sobotę na imprezę ze znajomkami i bal do rana, okupowany bólem głowy przez całą niedzielę, powtarzaniem.."nigdy więcej..", aż do.. następnej soboty;) Z czasem się to zmieniło i w weekendy zaczęliśmy wyjeżdżać do lasu albo puszczy, pichcić coś fajnego dla przyjaciół.. o takie różne klimaty. Odkąd zostałam mamą - wygląda to jeszcze inaczej:) Fajny weekend to poświęcenie małemu dużo czasu (czy możliwe to jest skoro w tygodniu poświęcamy mu całe jego tony!!??), ale także spotkanie się z inną 'dzieciatą parą', oczywiście mam tu na myśli naszych dzieciatych Pietrzaczków;) W zeszły weekend znowu byliśmy w rozjazdach, w sobotni wieczór 'bawiliśmy' na imieninko-urodzinkach u psiapsiułeczki, później pojechaliśmy zanocować u Pietrzaczków właśnie, chłopcy mieli plan grzybowy na niedzielne przedpołudnie, a my pozostawione z gluciorami małymi urządziłyśmy im fajną sesję:)

Ciocia Asia No 1 pstrykała, ciocia Asia No 2 (czyt. JA) zabawiała towarzystwo, śpiewała, klaskała i robiła z siebie pajaca, wyciągała z paszcz smoki na 'raaaaz, dwaaaa... i trzy!' i robiła inne dziwne rzeczy. Śmiesznie było bardzo i po raz kolejny napiszę, że szacun wielki dla fotografików dziecięcych, chylę czoła!


wtorek, 27 września 2011

Tort na chrzciny

























Oczywiście standardowo nie mogę używać podpisów pod poszczególnymi zdjęciami:/ Nic to, piszę wszystko w kupie zatem..

..Poszukiwania tortu chrzcinowego rozpoczęłam już jakiś czas temu, przekopałam neta i oferty poszczególnych cukierni rozsławionych w necie, jako 'mistrzów masy marcepanowej', niestety nie jest w Polsce jeszcze zaawansowanie modelowania tortów z masy marcepanowej na takim poziomie jak w innych krajach (Belgii, UK, nie wspomnę o Stanach..). Nie mniej jednak znalazłam kilka firm, których torty mi się spodobały, większość jednak ze względu na dużą ilość zamówień nie były w stanie umówić się ze mną na przygotowanie tortu dla mnie (dla nas). Ostatecznie udało mi się znaleźć cukiernię, która niedojże, że robi torty bajeczne, to jeszcze smaki tortów są wychwalane na prawo i lewo.. Mam swoją wizję w głowie, jestem w kontakcie mailowym z panią z pracowni, która na bierząco dowiaduje się o moich fanabeliach;)

Ogromny zawód przeżyłam na własnym przyjęciu ślubnym, kiedy to pobliska cukiernia przyjęła zlecenie na 3piętrowy tort z masy parcepanowej, w pastelowych kolorach i innymi wymyślnymi rzeczami, zagwarantowali, że wiedzą, o co cho i są w stanie zrealizować zamówienie; natomiast po otwarciu lodówki już w restauracji ukazało mi się ciasto z różami na wierzchu.. Tzn - goście byli nim zachwyceni, pytali o adres cukierni, poza tym było pyszne, ale moja wizja była.. 'nieco' odmienna w kwestii efektu końcowego.. Ostatecznie właścicielka cukierni wzięła ode mnie dużo mniej pieniążków, niż wstępnie ustaliłyśmy, przyznając, że nawalili i sami nie byłi zachwyceni tym co im finalnie wyszło.. Następnym razem, kiedy będę wrzucać foto omawianego tu tortu Szymuli chrzcinowego wrzucę także tortu ślubnego, sami ocenicie:)


Mam nadzieję, że tym razem będzie to dokładnie to, co mi w głowie siedzi i będę zachwycona efektem końcowym:)


Buśki i do przeczytania:)

poniedziałek, 19 września 2011

3 miesiące mojego kolesia małego:)
















Co weekend coś! Koleś jest mega imprezowo-wyjazdowym dzieckiem:) Nie siedzimy w weekendy bezczynnie, ooo nie;) W zeszłą niedzielę, tj. 11-09 Szumula obchodził.. ukończenie 3go miesiaca życia swego króciutkiego, byli goście, i szampan, i prezenty, i obiadek przepyszny co to go tata przygotował, i wiele innych atrakcji:)


W ten weekend byliśmy an weselu u szwagra - męża rodzonego brata (tak jak pisałam już wcześniej), Asia moja była fotografką na tymże weselu, także wspierała mnie jako jedna z bardzo-bardzo nielicznych niepijących;) Mimo, że weselna nie jestem (powtarzam się, wiem) imprezę zaliczyć muszęży do mega udanych: bardzo niewielki osetek gości co to pospadali pod stół;), 8/10 młodzieży mega aktywnie bawiącek się (2/10 starszych, którzy też za stołami nie siedzieli, oo nie;)), jedzenie przepyszne i małopijaca - a tym samym poważnie podchodząca do swojej pracy kapela:) Poza tym, że nie spałam praktycznie w ogóle (Szymka pilnowała miejscowa opiekunka i w chwili gdy jak chciałam pójść spać, tj k 5.30, Szymek się obudził, jak codzień, gotowy do zabaw wszelakich), a jeszcze musiałam jako trzeźwy kierowca wracać i w licznych korkach stać - wszystko w porządalu;)


A za tydzień.. znowu coś, ale o tym next time:*


Pozzdra!

piątek, 16 września 2011

Kolesiunio na wesoło


Zainspirowana zdjęciami mega genialnymi jakie dane mi było obejrzeć w dniu wczorajszym - dzisiaj z moim małym kolesiuniem cyknęliśmy kilka śmiesznościowych fot;) Koleś ogólnie był dziś w pysznym nastroju i rubaszne zachowanie jego było, tak więc pozował i nie narzekał na panujące wokół okoliczności przyrody;)

Liczę na to, że następny weekend spędzę z Asią i jej małą A i pocykamy naszych kochańców:*

środa, 14 września 2011

'Środa - jedziemy z górki'











Dni mijają tak szybko, zaraz po poniedziałku w błyskawicznym tempie mija cały tydzień, nie wspomnę już o weekendzie.. Kiedy ostatnio były te upalne wręcz dni - rozebrana do gacia i baro-nosza paradowałam po działce co by złapać te ostatnie (byćmoże) ciepłe podmuchy wiatru.. Przez całe wakacje ani razu nie zdarzyło mi się narzekać na upał, kiedy rano widziałam słupek rtęci pnący się w górę - szybko zakładałam minimalną ilość garderoby, zbroiłam jeździk i w teren, po spacerku minimalna ilość garderoby zmniejszała się jedynie do bielizny, jeździk w cień, mama na słońce:) Miło powspominać, a za oknem już ciemniej, chłodniej, bardziej jesiennie..

No dobra, daję już spokój, ale tak strasznie nie znoszę zimna, chłodu, wiatru.. a tu wszystkie te niefajne aspekty jesieni zbliżają się..:/:/:/


xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx


Póki co trwają przygotowania do wesele szwagra mojego. Stwierdzić muszę, że jestem wyjątkowo 'nieweselna', nie lubię całego tego ślubnego kiczu, oczepin, sypania pieniążkami, gibania się za stołami, wstawania i siadania po usłyszeniu 'na prawo, na lewo, w górę i w dół', a dodatkowo bierzemy małego i mam świadomość, że znaczą część weselicha przesiedzę w pokoiku z latoroślą moją.. nie bardzo spieszy mi się do tego weekendu.. Acha i jeszcze poprawiny niedzielne.. Nic to, najważniejsze, żeby młodzi byli szczęśliwi, żeby im się w życiu wiodło, żeby zdrówko, pieniążki i pomyślność dopisywała!


Kupiliśmy już piękny prezent, J garnitur odebrany z pralni, spinka do włosów i lakier do paznokci zanabyty:)


Acha, w wazoniku i szklaneczce prywatne zbiory lawendy mojej ukochanej, a na pozostałych zdjęciach mój koleś malutki kochaniutki, po całej sesji narzutka na której leżał została solidnie ochrzczona - czyt. obsikana;)


Buziaki dla odwiedzających!

sobota, 10 września 2011

Nosidełko - nosidełko fajne jest!











Spędzisliśmy przeuroczy dzień nad jeziorkiem z Anią i Rafim, chłopcy spełnili się rybkowo.. tzn złowili wielkie prawie nic (;)), ale posiedzieli z wędami w rękach i pogadali sobie o.. hmm? starych polakach chyba;) A my z Anią i Szymulką plotkowaliśmy, piliśmy piweczko (karmi, na laktację oczywiście;)) i pichciliśmy. No i korzystając z przepysznych okoliczności przyrody podjęłam drugą próbę (pierwsza - nieudana miała miejsce ze 2 tyg temu) i wsadziliśmy Szymulę do nosidła i w plener! Był zachwycony, ale nie wiem czy nie wynikało to z faktu, że cały dzień był mega spokojny, mega wyluzowany i grzeczny jak nigdy, czy może po prostu spodobało mu się oglądanie świata z perspektywy pionowej a nie tej nudnej leżącej wózeczkowej..??

W każdym razie mi podobało się bardzo i mam zamiar nosić się tak często, jak tylko będzie to możliwe (czytaj pogoda, moje połamane plecy..)


A jutro - wielkie - kolejne - party Szymonkowe, przyjeżdża rodzinka uczcić 3 miesiące mojego małego kochanka:)


Aniu, Rafiku - dziękujemy, foty z przepięknościowego domku w kolejnym poście:*

czwartek, 8 września 2011

z życia rodzinnego - codziennego;)


























Niestety rozjeżdża mi się wszystko znowu i nie mogę pod poszczególnymi obrazkami napisac nic:( Dziwny jest ten komputerek Gburasowy, dobry jest jaki jest, ważne że net na nim się odpala, ale jak przywykłam do tych moich 17''.. a tu taka pitka.. no nic, i tak dźwięczna jestem za użyczenie, nie powinnam kaprysić;)

Napiszę teraz chyba największy banał, jaki napisać może mama - ależ mi dziecko urosło - sama nie wiem kiedy! Bo taka jest prawda, w niedzielę kończy 3 miesiące, a ja się zastanawiam kiedy ten czas zleciał.. czy na codziennych spacerach? czy na macie? czy u babci na górze? Hmm nie mam pojęcia!Robię dużo fot, ale zarazem jestm bardzo krytyczna, 9/10 odrzucam, zbieram the best of the best co by je wywołac i wkleić do przepięknościowego albumu, jaki dostałam od Asi w prezencie, a jest taki piekny, że aż strach i zasługuje tylko na te najlepsze zdjęcia:)

Powyżej kilka fot z naszego tam codziennego pstrykania, trochę w rozjazdach byliśmy i nie zamierzamy na tym poprzestać. Przede wszystkim małego trzeba przysposabiać do ludzi, co by na dzikusa nie rósł nam małego i do dłuższych tras samochodzianych też przywyknąć musi, bo my raczej nie z tych stacjonarnych;)

Zdjęcia tych dwóch dzieciaczków to oczywiście Szymula z Alą, pierwsze ich zdjęcie razem pochodzi z zeszłej niedzieli, pozostałe - z soboty sprzed 2 tygodni,. Śmieszne takie, bo nie umawiałam się z Asią w kwestii ubioru, ani kolorystyki (słowo honoru), a tu proszę, co za zgranie;) A zdjęcie pierwsze - 4 pokoleniowe, prababcia, babcia, tata i synuś:)

Pisałabym częściej, serio, ale dobija mnie umieszcanie tych postów, gdzie rozjeżdża mi się wszystko, foty się nie ładują nie wiedzieć czemu.. aż chęci odchodzą..

Odezwę się po weekendzie, gdzie w sobotę nad jeziorko śmigamy najprawdopodobniej, a w niedzielę impreza z tytułu tych 3 miesięcy;)

buźka!

czwartek, 1 września 2011

Wpadam na chwilę..


























Korzystam z chwili posiadania neta i wklejam kilka fot z ostatnich dni. Zazwyczaj jest wesoło, ale jak to przy maluchu prawie 3miesięcznym: bywają płacz i łzy, bywa ból istnienia i egzystencji ludzkiej.., bywają bóle brzuszka, humory i nastroje nieszczególne.. Staramy się robić wtedy wszystko, co by humorek dobry powrócił i uśmiech na pysiaku zagościł:)

Na chwilę obecną mały ma problemy kupowe i jak kiedyś opowiemy mu jakiej inwigilacji się dopuszczaliśmy wobec jego małej osóbki - może być wkurzony;)

Nie wierzyłam do końca w te opowieści ludzi dookoła mnie - w świecie realnym i wirtualnym o dzieciach - aniołkach, co to nie płaczą, budzą się tylko na papu, a poza tym sąsiedzi nie wiedzą, że dziecko małe się pojawiło... Nie mniej jednak w zeszłym tyg byliśmy z wizytą u Państwa P i.. okazuje się, że aniołki takowe istnieją:D Mieszka tam teraz taki mały aniołeczek - Alutka i .. sąsiedzi faktycznie nie wiedzą, że maluch się wprowadził! Cichutka, spokojniutka, śpiąca.. nie to co mój rozdarciuch;) Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem - wkrótce odwiedzimy ponownie;)

Foto relacja z odwiedzin - next time!

ps. jedna fota wkleiła mi się 2 razy.. i nijak nie umiałam jej wywalić:/