poniedziałek, 30 maja 2011

37tc, trochę prawd i mitów ciążowych



Tak dla potomności..

1) Zachcianki - nie do końca w moim przypadku..; ale faktycznie bywało tak, że po wstaniu rano potrafiłam umyślić sobie, że zjadłabym coś tam (np placki ziemniaczane), a potem cały dzień chodziła ta myśl za mną i nijak nie mogłam się od niej uwolnić;) Tak więc finalnie albo J albo teściówka zazwyczaj spełniali życzenia jedzonkowe;)

2) Przybieranie na wadze - nie starałam się jakoś specjalnie przestrzegać zasady: jem dla dwojga, a nie za dwoje.. Może dlatego, że nie mam tendencji do tycia jakoś specjalnie nie brałam sobie tej zasady do serca i jak miałam ochotę na coś tam - to pochłaniałam, a szczególnie tyczyło się to kolacji; bez porządnej kolacji wieczorem- trzeba było w nocy coś podjadać.. więc z dwojga złego lepiej już porządną kolację wciągnąć:)

3) Hormony, nastroje.. - zawsze wydawało mi się to kiepską wymówką.., że w ciąży to plotą te laski co im ślina na język przyniesie, że są kapryśne i niemiłe niekiedy.. - co się okazuje, jest w tym coś.. Te hormony faktycznie istnieją, faktycznie rządzą i faktycznie niekiedy nie da się nad nimi zapanować.. W jednej chwili byle pierdoła doprowadza do płaczu, za chwilę do wściekłości/agresji, a w chwili kolejnej.. wstyd, że coś tak błahego mogło spowodować taką reakcję..

4) Pierwszy trymestr okropny, trzeci też nienajfajniejszy, drugi - najlepszy - prawda to, trzeba korzystać z tych trzech miesięcy, bo mdłości mijają, hormony jakby uśpione, brzuch nie taki jeszcze wielki, zdecydowanie - polecam:)

5) Kobieta w ciąży może czuć się mniej atrakcyjna - nie zaobserwowałam w sumie takich przemyśleń.. Brzuch z przodu zamieszkały przez pasażera na gapę.. i tyle, nie ma w tym moim zdaniem nic nieatrakcyjnego..

6) Ciuchy ciążowe - drożyzna maksymalna, nie zakupiłam ani jednego nowego ciucha, uszytego specjalnie dla ciężarówek, można się obejść bez wywalania 160PLN za spodnie, w których trochę pośmigasz, a potem...? Tak samo z tunikami, uważam, że nie warto..

7) Przywileje kobiet w ciąży (przepuszczanie w kolejkach, ustępowanie miejscówki w tramwaju) - tak, jak najbardziej, częściej co prawda mężczyźni reagują, ale panie też.. Natomiast w marketach zazwyczaj kasy uprzywilejowane - zamknięte, albo kasy widmo.. Najgorzej wspominam stanie w kolei na rynku w spożywczaku.. Po jakiś 20 minutach jedna z kobitek krzyknęła na cały sklep: czy mogą panie poza kolejnością obsłużyć tą panią z brzuszkiem? Obsłużyły, ale co się nastałam to moje...

8) Nie powinno się w ciąży.. - lista jest długa i obszerna.. starałam się stosować do wyeliminowania kawy i przestawienia się na Anatola czy tam Inkę, unikania ostrego słońca.. bla, bla, bla.. ale nic z tego nie wyszło.. Nie potrafię, nie chcę, nie jestem w stanie np rozpocząć dnia bez filiżanki kawy.. i piłam z małą przerwą 2-tygodniową.. Ale ostatnio usłyszałam, że nic na siłę..

9) W ciąży powinno się.. - pić dużo wody niegazowanej - nie lubię, ale piłam, smarować brzuchola i cycole kremem na rozstępy - może nie aż tak bardzo systematycznie, ale smarowałam, przyjmować zestawy witamin dla ciężarówek - brałam i zestaw i osobno wapno, żelazo, magnez, potas.. stosowałam się też do innych takich 'powinno się'..

10) Ciążowe dolegliwości - poranne mdłości - tak, wymioty - nie, zgaga - TAK, nocne skurcze - TAK, puchnięcie nóg - nie, ból pleców i kręgosłupa - tak, przyplątywanie się różnych choróbsk - tak, problemy z cerą - nie, ból piersi - nie, rozstępy - .. jeszcze nie, zmęczenie i senność - w I trymestrze - tak, ból i skurcze pachwin - tak (...)

11) Najpierw oczekiwanie na ruchy dziecka a potem.. - ;) Tak to prawda, najpierw czeka się na te okolice 20tc, gdzie powinny pojawić się pierwsze, delikatne ruchy dziecka.. Ja się popłakałam - przyznam się, kiedy pierwszy raz poczułam to wspaniałe uczucie.. A teraz, kiedy te ruchy są tak silne - wolałabym żeby cały czas dziecinek spał;) Bez poruszania się oczywiście..

12) Przygotowanie się do tego wyjątkowego dnia - jest w tym coś;) miesiąc wcześniej torba spakowana, ubranka poprane, poprasowane, wszystko przygotowane.. oczekujące na rozdartego lokatora;)

Przemyśleń mam więcej, ale na dzisiaj starczy; szacun, jeśli ktoś wytrwał do końca w tych moich przemyśleniach..;)

Uciekam, jutro bardzo wczesna pobudka, na badania muszę jechać i wymyśliłam, że pojadę po 6 rano, żeby mnie upał nie umęczył..

:)* buziaki!

piątek, 27 maja 2011

Akcja 'okno marynarskie' zakończona sukcesem:)


Pomysł podpatrzony został u Asi - dopatrzyłam się doniczki na parapecie z takim właśnie kołem ratunkowym, w innej kolorystyce, ale urzekł mnie ten detal.

http://mylittlewhitehome.blogspot.com/2011/02/pokoj-rodzenstwa.html

Wymyśliłam sobie wtedy, że genialnie wyglądałyby takie kółeczka - po 2 na każdej białej doniczce, przewiązane czerwoną wstążeczką.. Docelowo chciałam zakupić bluszczyki - opleść je wokół drucikowych kółek, jednak jak na złość z Leroy - wielkie te bluszcze, nie zmieściłyby się do doniczek, w ogrodniczym - jakieś bidne, przywiędłe.. A kółeczka zostały dostarczone już przez pana listonosza, zakupiłam zatem inne kwiatulki, które wylądowały w doniczka klepsydrowych.



Żeby tak gładko nie poszło - w połowie akcji okazało się, że wstążeczki za mało.. GRRRR:/ A z tego co pamiętałam pani w pasmanterii podczas zakupu ostatnim razem tej wstążeczki zastanawiała się czy już wtedy jej się nie skończyła.. No ale okazało się, że ostatnie 5 metrów na krążku się jeszcze znalazło:)


Tak to sobie wyobrażałam, no może z tą różnicą, że wstążeczki miały być wiązane po 2 stronach doniczki, ale stwierdziłam, że tak jest fajniej, na każdej doniczce są 2 kółeczka i 1 czerwona kokardka:)




Kamienie przywiezione z tegorocznych wakacji, wyzbieranych na greckiej plaży, do tej pory zdobiły J dekorację łazienkową, ale została ona zdemontowana i posłużyły jako ozdoby tym razem mojej dekoracji:)



A to zdjęcie zrobione od strony podwórza..


No i girlanda uszyta przez właścicielkę bloga

http://domowapracownia.blogspot.com/2011/05/w-marynarskim-stylu.html

razem na napisem Szymek. Śliiiiiczna!!!!!!!!!!!!!!




I jeszcze zakupione u tego samego allegrowicza rybki drewniane, które idealnie się sprawują jako przedłużenie łańcuszków do włączania i wyłączania kinkietów:)




Brykam zaraz na miasto, widziałam wczoraj fajną rzecz, jednak przeszłam koło niej obojętnie - do tej pory nie wiem dlaczego, postaram się naprawić ten błąd, mam tylko nadzieję, że nie zostanę/nie zostałam ubiegnięta :P

Pozzzzdra!

wtorek, 24 maja 2011

Pachnące prezenty imieninkowe :D


Dzisiaj rano teściówka pojechała 'po sprawunki na miasto' i nawiozła mi takich oto pięknych imieninkowych krzaczków lawendowych:) Szczerze mówiąc nigdy lawendy nie miałam, ani w doniczce, ani w ogródku.. jakoś tak się złożyło, a tu proszę, naraz 3 piękne krzaczki, każdy z innego gatunku:) A pachnące.. jak to się mówi: na kilometr!!


2 z nich trafiły na skalniak wśród kamieni..



.. a po powrocie z pracy J wręczył mi... jeszcze 5 lawendowych doniczek:) Jest już plan, gdzie docelowo zostaną umiejscowione, jest to związane z tarasem, a tego jak nie było tak nie ma.. a że to temat drażliwy bardzo więc..



Dostałam też piękną pachnącą truskawkę wiszącą, jakaś taka zmutowana bo i truskawki na krzaczku..


.. i kwiatuszki jakby nie truskawkowe, pachnące:)


I tradycyjnie już kilka migawek z gardenu, który z dnia na dzień piękniejszy coraz..



Z 6 wysianych nasionek kobei pnącej docelowo przeżyły 2, mam nadzieję, że jako najmocniejsze ogniwa dadzą radę i będą się już tylko ładnie rosnąć i oko cieszyć...



I teściówkowe surfinie na wiklinowych koszach oczekujących na bielenie..




Pozdrawiam serdecznie odwiedzających :*

poniedziałek, 23 maja 2011

Dramat ze stopami i obroniony magister!!!!!

Takie 2 sprzeczne wiadomości, zacznę od dobrej: dzisiaj, tj. 23-05-2011, w wigilię moich imieninek - obroniłam pracę magisterską!!! W jakim tempie to poszło i ilu osobom jestem po stokroć wdzięczna za pomoc, za przychylność, za ludzkie podejście, za wyrozumiałość, za dobre serce... ! Ostatnie 4 dni były koszmarem, nie do opisania - koszmarem psychicznym, ale warto było przecierpieć! I tak się cieszę, że J dojechał na Polibudę i miałam w czyje ramiona się rzucić po usłyszeniu informacji: gratulujemy obrony pracy magisterskiej na 4:)

No, ale żeby różowo i za słodko nie było tak do końca - moje stopy zaatakowane zostały w sobotni wieczór przez piepszone meszki - jednej takiej fota w powiększeniu powyżej.. starałam się nie drapać, ale nie mając wiedzy co mi się dzieje z tymi nogami (może komar, może od słońca, może..??) nie do końca się to udawało.. Dziś w nocy podczas kilku wycieczek 'na kiku' zamoczyłam sobie jakieś ścierki w mokrej H2O żeby uniemożliwić drapanie i trochę zmniejszyć ból przeokropny (jak w Średniowieczu!!!!!;() Rano z racji tego, że i tak jechałam do W-wy podeszłam do Limu i na przypał mimo braku zapisu poprosiłam o konsultacje z dermatologiem, a że 9cio miesięczna ciężarówka ze stopami jak mamut ledwo idąca - pani recepcjonistka pomogła, no i dermatolożka zdiagnozowała: pogryzienie meszkowe, a że uczulenie na tego typu gryzaki posiadam najprawdopodobniej - takie spuchnięcie i taki ból.. to w sumie normalne..:( Recepta na maście z antybiotykami i heja..

Siedzę teraz pisząc tego posta z zesztywniałymi stopami wielkimi jak baba ze wsi obrabiająca role na bosaka albo ktoś łażący po pokrzywach cały dzień.. ale szczęśliwa taka... oj bardzo...:):):):)
Opuchlizna zejdzie, ból przeminie, .... a tytuł magistra zostanie na zawsze:)
Pozdra!

piątek, 20 maja 2011

Nowy projekt ogrodowy: 'Falka'


Kolesie od deski lecą w kulki na maxa, ostateczny termin dostawy- 15.05 dawno minął, ba - mija nawet termin dodatkowy - dokładnie dzisiaj.. a deski ani widu (...). J na nerwie maksymalnym pojechał a zaprzyjaźniony squad i zakupił jeszcze trochę granitowych kostek, rozpoczynając budowę 'falki', jak to nazwaliśmy, która będzie docelowo ogradzała dookoła całą działkę wokoło. Oczywiście nie wszystko naraz, ale jest to genialny sposób na to, żeby pod jabłonki przenieść wszystkie teściówkowe kwiatule, które pierwotnie miały iść w diabły, ale szkoda - wiadomo, więc K już zaczęła je za falkę dosadzać:)










A to już pozycja horyzontalna - codzienna po robocie, sikawka w jednym ręku, browarro w drugim i obczajka - co by tu jeszcze (...) .... ;)

Uciekam, sądny dzień dziś wszakże,
będzie mi brakować tych mailowanek: kto za kim siada, kto ma jakie ściągi, zastanawiania się czy będzie na egz podział na grupy, czy wykładowca będzie pilnował sam, czy z pomocą (...) śmieszne takie;) Choć na samych egzaminach nie zawsze jest już tak zabawnie;)

Buziole!

czwartek, 19 maja 2011

Mały marynarz :D


Wczoraj 'załatwiając sprawunki na mieście';) udało mi się upolować takie oto cudo:) Pełen zachwyt!!!






Ale jak zdążyłam się już zorientować urzekające ubranka są zazwyczaj w rozmiarze 56-62-.. no do jakiegoś 80. A potem.. tak średnio bywa, może trzeba się bardziej gimnastykować żeby coś wydrzeć?? Dla niuńki to jeszcze, kiecuszkę na dupkę ubierzesz, rajstopeńki, buciczki i heja, a dla kawalera?? Chyba im ciemniejsze tym lepsze, żeby nie przebierać tak jak noworodka parę razy dziennie:)
W każdym razie dopóki takie cudowności będą pasować, trzeba kupować i przebierać, przebierać i przebierać:) A potem się zobaczy:):):)

środa, 18 maja 2011

Żółta kiecuszka:)


Poszukiwałam od jakiegoś czasu takiej właśnie letniej sukienusi w kolorze białym, takiej zwiewnej i delikatniusiej... No i trafiła się w zeszłym tygodniu, tyle że w kolorze żółtym.. Miałam małe obiekcje: brać czy nie brać, wszak żółty nie należy do mojej gamy kolorów, ale z drugiej strony czerwony też nie należał, a przełamałam się i .. polubiłam.. A do żółtego fioletowy pasuje, a filet lubię bardzo.. no i zakupiłam:) Kiecka genialna, a fakt, że nie jest to wściekły żółty tylko delikatny pastelowy - I like it - a lot:D






35,5 tc