piątek, 29 października 2010

Obiecane kiedyś tam foty ze chrzcin Oli:)


Zostałam poproszona 3 tyg temu o zrobienie zdjęć na chrzcinach u Oli - córeczki Ani. Niestety z powodu braku lampy zewnętrznej, większość z nich wyszła ciemnawa, kolejny raz z pomocą przyszła moja mentorka Joanna
i pomogła przy obróbce:) Dziękuję po raz kolejny!
Zamierzam tak jak w przypadku fot ślubnych dla Angeli i Pawła - wybrać najlepsze, wywołać i dać w albumie na prezent:)









Foty przygotowane już na pendrive, album upatrzony:)**

czwartek, 28 października 2010

'Akcja papryka' i próba stworzenia cateringu!


.. Metodą burzy mózgów udało nam się stworzyć nazwę cateringu :'Czerwona Papryka'. Jeszcze nie wiemy, czy będzie chwytliwa, zapamiętywana, lecz jednego jestem pewna - jeśli ktoś skorzysta z usług tego cateringu będzie zachwycony, i nawa ta kojarzyć się będzie z dobrym jedzeniem, a o to przecież chodzi!
Catering rozkręca mój J w komitywie z przedszkolem, w którym teraz pracuje jako główny kucharz. Życzę powodzenia w całym przedsięwzięciu i wielu sukcesów!





Wszystkie zdjęcia są autorstwa mojej mentorki duchowo - fotograficznej Joanny Pe:) Asiu, dziękujemy po stokroć za wysiłek i poświęcenie!

środa, 27 października 2010

Jesienne klimaty..


Odkąd mój prywatny kucharz spróbował takiej właśnie oliwy -ostrej, pachnącej czosnkiem, papryczką i ziołami - a miało to miejsce ze 3 lata temu podczas pobytu u psiapsiułeczki Nancy w Paryżu - powtarzał cyklicznie, że sam musi się pokusić o zrobienie podobnej. Na rozmowach o tym się kończyło jak dotąd, lecz tym razem złapał za jedną z butelek oliwy z oliwek przywiezionej z tegorocznej wyprawy (dokładnie z greckiego Korfu), przygotował niezbędne składniki i voila! Trzeba przyznać, że smakuje pysznie, nie wspominając już o zapachu...:)

No i co by tytuł posta jakoś się komponował z fotami - kilka ujęć ogrodu, który odwiedzam bardzo rzadko.. Wychodzę z domu - ciemno, wracam - ciemno... zostają tylko weekendy - i to te kiedy nie jadę na uczelnię.. Tak jak miniony - całą sobotę spędziliśmy na 'dworze'(jak to się kiedyś mówiło;)) Najpierw 2 godziny łażenia po rynku, potem 'akcja wycinania jabłonki na działce u rodziców', a resztę dnia zajęła nam 'akcja gruz' - wywieźliśmy a z 6 samochodów z działki! Dzięki temu zrobiło się przestronniej i czyściej.






Pozdrawiam wszystkich odwiedzających bardzo cieplutko :*

wtorek, 26 października 2010

Moje jesienne pluszaczki:)


Każdy kot, którego do tej pory mieliśmy był jakiś. Nie mieliśmy kota nijakiego, takiego o, po prostu.
Pierwszy Rudy był maksymalnym leniwcem. Taka wielka ruda kupa sierści, którą każdy mógł brać na ręce, wyprzytulać, wygłaskać.., mogła odbywać się mega impreza, a Rudy sobie po prostu spał i gdzieś to miał;)
Drugi Rudy był strasznym pieszczochem! Strasznym! Jak był mały na ten przykład wdrapywał się na czyjeś ramię, wplątywał we włosy (najchętniej więc kiedy była to jakaś dama z długimi włosami, uwielbiał np Ilonkę;]), a następnie po ich przeżuciu zasypiał w pozycji siedzącej;) I tak mu zostało do dorosłości, łasica nieprzeciętna!
Czarna Mamba - diabeł wcielony, nawet nasz wet nie spotkał się wcześniej z takim szatanem! Złośliwy choleryk, ale kochany przeze mnie nie mniej od innych..
Wreszcie Minio - najukochańszy kot na całym globie, z przeogromnym serduszkiem i bezgraniczną miłością do ludzi!
No i na koniec - Mozaika. Urokliwa w każdym calu! Urocza po stokroć! Strasznie lubię ją fotografować..





Buni tez próbowałam cyknąć jakąś fotę, ale spotkałam się w ciągu weekendu z kategoryczną odmową (kod 8 :D) Innym razem!

wtorek, 19 października 2010

Pełen zachwyt nad...

j.w.:)
Ale od początku..
W domu rodzinnym mięliśmy wannę, było to w czasach, kiedy kabiny prysznicowe nie były jeszcze tak rozpowszechnione. Nie mając porównania - nie wiedziałam, czy lubię się kąpać w wannie czy nie, tak po prostu było i już. W naszej łazience, którą robiliśmy w mieszkaniu 3 lata temu zamontowaliśmy prysznic i wtedy już widziałam - to jest to!! Mimo, że 80' to byłam w nim zakochana. Potem wyjechaliśmy do UK i tam odkryliśmy połączenie wanny i prysznica - wanny tam zasłania się właśnie zasłoną, albo ścianką szklaną - niegłupie rozwiązanie!
No i.. sprowadzając się do naszego docelowego lokum... znowu wanna:( W dodatku mała i z racji braku kanalizacji, a jedynie szamba - jedynie z niewielką ilością wody na dnie:(:(
Przechodzę do sedna - podczas gdy ja kiblowałam na uczelni w niedzielę, J pojechał do LM i zakupił.. zasłonkę prysznicową z wszystkimi niezbędnymi akcesoriami!!! Wczoraj wykąpałam się - wzięłam prysznic - ech... bajka:):):)
Niestety warunki do zrobienia foty okazały się niesprzyjające na maxa, zapożyczyłam więc jakąś fotę z neta, żeby pokazać o co kaman ;)
Mała rzecz, a ile radości!

poniedziałek, 18 października 2010

Next one, please - BUŁGARIA


Ja też miałam problemy cały poprzedni tydzień ze wstawieniem fot na bloggera, po raz kolejny spróbowałam z fotami z Bułgarii dzisiaj i włala:) Udało się:):)
W Bułgarii byliśmy bardzo krótko, jedynie tranzytem, a z perspektywy czasu zgodnie z lamią stwierdziliśmy, że mogliśmy ją sobie w ogóle darować i pojechać do Istambułu.. Ale takie doświadczenie też było potrzebne. Co mi się podobało? Wiatrak w Nessebarze - z racji mojego zamiłowania do nich i .. ?? Hmmm...
Nie będę miło wspominać tego przelotu, dotarcie do Varny zbyt późno aby się wykąpać w morzu, nie znaleźliśmy żadnego miejsca parkingowego w okolicach Nessebaru, z tego względu zaparkowaliśmy po kołowaniu się a ze 30 km dalej, a rano zmieniliśmy plany i pojechaliśmy do tureckiego Edirne.



:)









I jeszcze kilka fajnych widoczków 'z trasy'





W Turcji podobało nam się znacznie bardziej, ale o tym w jednym z kolejnych postów..

czwartek, 14 października 2010

Post jeszcze jesienny, ale śniegi już zapowiadają :(


Na działce zrobiło się smutniej, mnie kolorowo, rano w całości pokryta szronem i tylko patrzeć jak białość zapanuje..
Na jesieni nic więcej nie uda nam się zdziałać, od wczesnej wiosny jednak planujemy ostrą reorganizację:)


Wreszcie udało mi się Mozaikę przyciąć skaczącą jak zajec pagadi pomiędzy deskami i workami z różnościami po podwórku:)





I tak, co jednego dnia pozgrabiamy liście z orzecha walające się dookoła - następnego dnia znowu to samo, taka trochę syzyfowa praca, ale z drugiej strony miło popatrzeć jak temat zostaje ogarnięty, choćby na jedno popołudnie:)
To okienko - tak na marginesie - nie zostało ustawione celowo do zdjęcia, stoi tam sobie od dłuższego czasu, nie zawadzając nikomu. Może wpadnę któregoś dnia na pomysł co by z tym fantem zrobić?

środa, 13 października 2010


Samej ciężko jest mi ocenić, czy dużo jeszcze zostało..? Z zewnątrz pozostał do obicia panelem ganek, dorobienie poręczy do schodów oraz obrobienie filarów. W środku.. trochę więcej, ale w każdym razie jest dalej niż bliżej
I jeszcze o mojej urodzinowej kolacji..
Z racji tego, że Jarek jest kucharzem, tak często jak tylko mam okazję korzystam z takich.. prezentów:)


I tak: pomysły były różne, ale finalnie zdecydowałam się na jakąś delikatna rybę. Podano: solę 'na chrupko', ziemniaki pieczone z rozmarynem, świeżą paprykę (poddaną ciekawej obróbce, ocet.., cukier.., karmelizacja..?), szpinak z czosnkiem i sos cytrynowo - imbirowy..
Nie jestem w stanie wyrazić słowami swojego zachwytu...!!



Pycha...!