wtorek, 28 września 2010

Dzisiaj na tapetę - tranzytem przez Słowację


Z czym kojarzy mi się Słowacja - ... hmmm, z górami, znajomkami, których poznałam w UK, ale przede wszystkim - nad czym ubolewam - z tranzytem niestety..
Nie mieliśmy do tej pozy okazji wybrania się do jednego z Ich parków krajobrazowych, zamków czy stolicy, choć kiedyś pojawiły się takowe plany. I znowu tym razem przez Słowację tylko przejechaliśmy.
Ustawiliśmy GPS na granice słowacko-węgierską i jechaliśmy średnio 70/h podziwiając widoki. Na naszej drodze wyrósł jak spod ziemi znak ze zdjęcia powyżej - został całkowicie zignorowany i wyminięty, chwilę potem dowiedzieliśmy się, że naszym kamperkiem, tą drogą już dalej nie pojedziemy..;) Porobiliśmy więc sobie turystyczne foty, wyraziliśmy szacun dla autek, które nie zraziły się takim stanem drogi i kontynułowały jazdę i zawróciliśmy spory kawał aby GPS poprowadził nas inną drogą..




Poniżej jeszcze kilka słowackich obrazków











I napaść na pole słoneczników, ukochanych kwiatów Asi siostry - Sylwii




I granica słowacko - węgierska przed nami..
Drogi na Słowacji - w miarę OK, jeszcze zależy od punktu odniesienia, czy porównujemy do Albańskich, czy może holenderskich..? Ale nie ma co narzekać, to co nas spotkało po przekraczaniu granicy na drogach węgierskich - wołało o pomstę do nieba, ale to już w następnym poście:)

poniedziałek, 27 września 2010

Relacje z naszego tripu czas zacząć - jeszcze w Polandzie


Powyżej nasz kamperek w całej okazałości wraz z kręcącymi się dokoła pasażerami płci męskiej w postaci Jajka, Jaczka i Lamii. Fota zrobiona na kempingu w Czarnogórze, tak ładnie się prezentował w gaju oliwnym, że nie mogłam sobie odmówić zapodania jej na wstępie:)


W kamperku - łóżko piętrowe, dolny poziom było jednocześnie sufitem bagażnika. Dlatego też jak chcieliśmy coś włożyć albo wyjąć z niego, śpioch, który akurat tam polegiwał miał bezpośredni kontakt z zewnętrzem;) Tutaj chyba jeszcze Daniła nie był tego świadomy, Jajko otworzył go po raz pierwszy, ależ się naśmiali:):):)


Studiowanie mapy, ta biała torba na zdjęciu pełna była map, mapek, przewodników, wydruków z neta i innych takich, założeniem było (przeciwnie do roku zeszłego) aby non stopa nie szukać jakiś jej zawartości po całym samochodzie; finalnie - nie do końca to tak idealnie wyszło;)


Rotacje, kto na tyle, kto na przodzie??


Przy słowackiej granicy na pierwszym wspólnym śniadaniu; wymiana walut..



I potwierdzenie faktu, że jak wyjeżdżamy to zawsze pada..
Poza polskim deszczem przeżyliśmy jeszcze trwający całą noc i pół następnego dnia opad deszczu pod greckimi meteorami oraz w drodze powrotnej, jadąc do Plitvickich Jezior. Poza tym.. 30 stopni lub więcej, niebieściutkie niebo i palące słońce..

Mam nadzieję, że uda mi się w miarę systematycznie zamieszczać relacje z kolejnych państw, które odwiedzaliśmy, pomimo braku internetu w domu i czasu na cokolwiek..

Acha, kolejne avanti: na wyjeździe zawieruszyła się gdzieś ładowarka baterii do aparatu.. W weekend mogłam zrobić zdjęcia tylu pięknościom: zmajstrowanej donicy na parapetowej z moimi ukochanymi wrzosami, znalezionym w lesie podgrzybkom zajączkom, trwającemu remontowi, nowemu kolorowi ścian.. i nic z tego:( Ten temat tez muszę ogarnąć!

Tak więc jutro foty słowackie, a patrząc na to co za oknem.. życzę wszystkim przesympatycznego, cieplutkiego i słonecznego tygodnia:)

piątek, 24 września 2010

I'm back!



Kamperowa podróż bałkańska -10 krajów w 17 dni przy przejechaniu ok. 7 000 km – zakończona sukcesem! Trasę w bardzo uogólnionej wersji zaznaczyłam na mapkach..

Podróż ta planowana była od długieeeeego czasu, a jej idea zrodziła się po zeszłorocznych wakacjach, także kamperowych po Słowenii, Włoszech, Watykanie, Francji, Monaco i Austrii.

Najbardziej niesamowity aspekt takich wakacji: po przebudzeniu się w pierwszej chwili nie wiesz, w jakim jesteś kraju, czy nad otwartym morzem, zatoką, jeziorem, górach czy pod .. greckimi meteorami!

Chciałabym wziąć się z buta za przebieranie, obrabianie i zamieszczanie fot na blogersie, ale remont, walajace się walizy z naszym dobytkiem, brak internetu i totalny brak czasu na cokolwiek na razie uniemożliwia zasiąście przed kompem po powrocie z tyrki. Mam nadzieję, że szybko uda mi się powrócić do wirtualnej rzeczywistości;)