piątek, 30 lipca 2010

Kolejny dzień budowy.. i znowu padało:(


Jednakże postępy widać, część dach jest już obita deskami i przykryta papą, kolejna część jak Bóg da, a partia pomoże - w weekend:)






Fajrant!

:]

czwartek, 29 lipca 2010

Construction in progress:)


Wreszcie trochę odpuściły te zapowiadane w prognozach 'przelotne deszcze z .. większymi przejaśnieniami'.. bo praca w takich opadach atmosferycznych to nie robota:/

Liczymy wszyscy, że się przejaśni na dobre i będzie można kontynuować bez co chwilowej ucieczki 'pod winogrono'..

Nie miałam wyobrażenia jak domek będzie wyglądać w wersji 'podwyższonej', ale powoli nabiera kształtów:)

środa, 28 lipca 2010

Happy day is today:)


To takie tam powiedzonko Tony'ego z UK:) Ale jakże wymowne!
Przyjechała lama - gazela - 'Tomcyk' - psyjaciel mój uroczy - w celu doszlifowania planu Wakacji Życia 3!
I jest! Powstał! Po paru miesiącach szukania, czytania forów, oglądania zdjęć, szperania w przewodnikach, studiowania map google do czerwoności kompa - oto jest:)
AAAAAA tak się cieszę!
Jeśli ulegnie zmianom to tylko już na trasie, niczego nie zmieniamy do wyjazdu bo jest.. PERFECT!


A jutro jadę do Milańca zobaczyć jak prace postępują:)

wtorek, 27 lipca 2010

Krokwie, belki, folia, eternit i inne takie..


No i robio chopy;) Ale pogoda to spłatała, tego, no, 'psikutasa bez s', ech..
Nic to, niezależna sprawa ta pogoda, jest jaka jest i tyle..
Ale lepsza mogłaby być (..)
Prace postępują mimo powyższego:)
Z czego cieszę się bardzo!

niedziela, 25 lipca 2010

U mnie znowu na zielono.. w wigilię wielkich zmian:)


Nie wiem z jakiego tytułu J zaproponował wypad do Ikea..? W niedzielę? On przecież nie znosi takich akcji...! No, ale zaproponował, więc z chęcią skorzystałam. Raz jeszcze przyjrzeliśmy się ramie łóżku, która ostatecznie miała być zakupiona, ale nie do końca była dzisiaj taka idealną jaką wydawała się być ostatnio.. Inna za to wpadła w oko, ale żeby nie zapeszyć to jeszcze nie napisze jaki model:)p
Umywalka i zestaw do łazienki to wciąż to, czego chcemy, kuchnia również:)

Acha, wczoraj pojechaliśmy do wujka (tego ze skarbami ze stodoły;)) i odebraliśmy obiecane już wcześniej szafeczki sypialniane pasujące do robionej już toaletki z lustrem (tak była darta w tygodniu, że aż szczotka poszła, dokupić trzeba, bo szlifierka kaput:/), dodatkowo Jarek na strychu dopatrzył się wielkich wilinowych koszy, będą idealne na Krysine peralgonie i inne takie cuda:)

A mając na uwadze, że przeprowadzka niedługo - kupiliśmy bluszczyki, jako, że warunki dla wszelkich kwiatów bluszczowatych są genialne i rosną jak wściekłe!



Ja swoją roślinkę od raz przesadziłam do glinianej donicy wygrzebanej od rodziców ze strychu, wygląda genialnie!


Strzałka, która na ganku doznała magicznego ozdrowienia!


I mój ulubiony bluszczyk leśny 'na nóżce';]


Krysine ogóreczki, małosolne na chwilę obecną


This is it.. jutro wszystko się zacznie..

sobota, 24 lipca 2010

Połowa wakcji za nami.. i 1 miesiąc do moich wymarzonych camperowych wakacji życia 3:)


Co gołąbek ma w dziobku? Listek, złotawo - żółty, a wiadomo, czego t symbol..
Nie, jeszcze nie czas na to..
Od poniedziałku znowu ma być cieplej:)
A co u mnie..
Dostałam nowy antybiotyk.. gronkowiec się ponownie uaktywnił:/
zmieniłam totalnie plan przejazdu przez Rumunię, ale nie wiem jeszcze czy słusznie, w tygodniu ma wpaść Lama i oszacować, czy mądre to posunięcie, czy niekoniecznie;)
Za miesiąc przeprowadzka, a teraz szlifujemy, szpachlujemy..
poniżej kilka.. migawek, bez całych mebli, pokażę jak skończymy:)






I jeszcze kilka migawek z grilsona, J'a kucharska dusza odmawia grillowania wciąż tego samego, na dzisiaj wymyślił pomidora z mozzarellą i ziołami - po jarsku; i prawdziwe burgery wołowe:) Szacun!





I jeszcze egzotyczna kolacja, czy zmieścimy??

;)

poniedziałek, 19 lipca 2010

Kabaret OT.TO - To już lato

Stary - nowy hit u nas w tyrce:) Tak sobie prześpiewujemy kiedy słonko przez żaluzje zagląda do pokoju:)

niedziela, 18 lipca 2010

Panthenol i schodząca skóra w perspektywie kilku dni


Kolejny fantastyczny dzień nad wodą, J kolejny dzień w tyrce, pojechałam ze znajomkami ziemkami nad zalew do 'miasta cudów Ż', co by nie zalec w domu w tak mega fantastyczną pogodę!!!!! Oh My God! Rewelacyjna woda, wesołe towarzystwo i żar z nieba = wszytsko czego spodziewałam się po wczorajszej sobocie:) O tym, że żar był konkretny dowiedziałam się już w domu, kiedy to dość wyraźnie ukazała się granica kostiumu;]
Jeszcze tak: 2 tyg lipca, ..:( cały sierpień, tylko pół tygodnia września i ...AAAA doczekac się nie mogę!



środa, 14 lipca 2010

Co można robić w piękny upalny dzień..?




Mam 3 propozycje na chwilę obecną patrząc przez pryzmat dnia wczorajszego - wolnego od pracy;)
Ze swojej strony mogę zaproponować przesadzanie kwiatów, do dużych, pięknych donic glinianych. Postanowiłam przewieźć już ich część do Milanówka, - ch miejsca docelowego, żeby troszkę się oswoiły z nowym miejscem:)

Ze strony Jarka - zaprosić na dzień ze szlifierką w ręku, a także szpachlą, farbą i innymi gadżetami, w cieniu nie aż tak bardzo gorąco jak mogłoby się wydawać!




No a Bunia i Mozaiunia proponują słodkie nieróbstwo - jedna rozwalona na wyrku, druga egzotycznie - pod cytrynką na ogrodzie;)


Czekam na weekend - podobno apogeum gorąca!

niedziela, 11 lipca 2010

Przeurocza wizyta!


Kto to taki ładniutki i grzeczniutki na zdjęciu?? - Zygimantas:)
Czekałam z takim zniecierpliwieniem na przyjazd naszych friendsów z Litwy! No i przyjechali całą rodzinką: Andrius, Marina ze swoją mamą i synuś Zygimantas:)
Marinkę i Adriu poznaliśmy pracując w UK, tak strasznie żałowaliśmy kiedy wyjeżdżali, czuliśmy, że zostajemy sami, chociaż dla Mariny to był wielce szczęśliwy dzień wyjazdu z Golf Clubu, ja nie mogłam do końca cieszyć się jej szczęściem.. Ale wiedziałam, że mimo tego że mieszkaliśmy razem tylko 3 miesiące to jeszcze kiedyś się spotkamy (myślałam o liczbie mnogiej;))
Dlatego też niewiele myśląc skorzystaliśmy z zaproszenia w zeszłym roku i pojechaliśmy do nich do Vilna na sylwestra (fotki w linkach poniżej)


W zeszłym tygodniu Marinka przesłała mi maila, że jadą do naszego Zakopanego i z chęcią wstąpiliby na herbatkę:) Cieszę się bardzo, że znowu mogliśmy się spotkać!!!

Marina, thank u so much for your visit, I'm sure that we'll meet again soon sweety bird!

:)*******************







sobota, 10 lipca 2010

Sobota nad wodą.. jak za starych dobrych czasów..:)


Pojechaliśmy w piątek popołudniowym wieczorkiem do Marek do Państwa P, zabieg taktyczny - mając na uwadze chęć pomoczenia tyłków w jakimś jeziorze - opcja wyjazdu dzisiaj rano - tj w sobotę odpadała. Tą samą drogą tydzień temu jechaliśmy do szpitala do teścia - korki masakryczne!!! A rano się zebraliśmy (hmm rano - nie rano, po raz kolejny stwierdzam, że alkomat by się przydał, kupię kiedyś na pewno!!! Taka niepewna jechałam;)) I - mamy wszyscy jak to kiedyś bodajże Wielbłąd powiedział, a co spodobało mi się na tyle, żeby przez lata używać 'ZAPALENIE RYJA';) Ale co tam! Pojechaliśmy do ośrodka Rynia, niedaleko Białobrzegów:) Ale super! Kocham taką pogodę, ponad 30 stopni, nie ma czym oddychać, gorąc, 'duszno i porno', cudownie! Kiedy wszyscy uciekli do knajpy ja wytrwale na kocu wystawiona do słońca:):):)
Wspaniały dzień, z piękną pogodą zwieńczony wybornym towarzystwem!:]







Z obserwacji wynika, że zwierzaczki w postaci 3 keczurów, króla, piesiura i żłówika nie były zadowolone z panującej 'zupy w powietrzu'..
Oto Kortezjusz.. wyglądający jak zwłoki..


I Malinsia na 'płonącym półmisku', tj danilowym brzuchalu


I ostatnie, z góry przepraszam, że umieszczam Daniła, ale zapowiedziałam, że zamieszczę więc nie chciałam pozostac gołosłowna;)
Biedny Daniła kichnął, tylko przy mnie, a z 125487453359874454154125556985687452132 razy... Alergia go wykańcza, ale taki uroczy jest przy tym:)*****


Miłej niedzielki!