wtorek, 29 września 2009

Dobre i to...

http://picasaweb.google.com/kalbarczyk.joanna/LazuroweWybrzezeFrancjaEurotrip0909#

http://picasaweb.google.com/kalbarczyk.joanna/WenecjaEurotrip0909#


zapraszam do zdjęć z Wenecji (jeszcze bez Murano i Burano:(() i z Lazurowego -
obydwa jeszcze nie podpisane, mało czasu na wszytsko:/

Uwagę swoją muszę podzielić na: kurowanie się i częściowo zaleczanie choróbska 'połosiowego sobotniego', zbieraniu niezbędności do decoupage (tak! tak!), szkołę, która już w piątek zaczyna się (.. ble!), książeczki, które odrzucam jedna po drugiej i kapryszę jak małe dziecko, że nie podobają mi się, gotowanie (dziś fasolowa na: żeberku, jakiejś skórze... to Jarka inwencja.., skrzydełkach i boczku;), prasowanie, kochanie keczurów, chodzenie do worka i 1000 innych rzeczy, i czasem co się okazuje doba ma za mało godzin, ażeby udało się ogarnąć wszystko - co by się chciało..:/

Ale dam/damy radę i wkrótce obrobię ten cały ogrom z cudownych wakacji życia II

sobota, 26 września 2009

Sobotnie tropienie dzikiej zwierzyny o brzasku w Puszczy Kampinoskiej...


Nadal nie wierzę, że do spotkania doszło... Jarek standardowo w fali różnych numerów telefonów zapisanych na prędce zagubił numer do gejowego, nie potwierdziliśmy zatem w żaden sposób, że jednak będziemy, gejowy też nie zadzwonił (jak się później okazało - on też gapol i zapodział numer do nas), czekaliśmy więc o 5.30 w Kampinosie koło poczty - niezasadnie, myśleliśmy. A tu ciach - 5.35 pojawił się, przeprosił za spóźnienie i do puszczy... Nadal w to nie wierzę... (...)


Dostałam od Daniły super lufę, nie mogłam zrobić żadnego zdjęcia standardowego, nie wymagającego zoomu. Teoretycznie mogłam zmienić obiektyw na inny - miałam 2 swoje, ale skostnienie z zimna, przemoczenie od pasa w dół do cna, zachowanie idealnej ciszy, wytężenie słuchu do granic i inne elementy wyprawy, spowodowały pozostanie przy super lufie do końca - prawie do końca:)


Jarek obśmiał się na głos (zapewne zakłucenie tej ciszy gejowemu się nie spodobało..) nazywając nas ekipą z TVNu - Daniel statyw, torba, lornetka, aparat, Asia, ja i Gburas po jednym elemencie Danielowego zestawu:)


Gejowy złapał trop, a może znalazł świeżą kupę łosiową.. kto to wie??


Black and white team



Ocho, słyszymy, że skoro ryczenie dochodzi z tamtej strony, to my musimy się przedrzeć teraz przez te zarośla.. Ajuto, krzaczory wyższe od nas samych...


Całej operacji przeszkadzała wszędobylska mgła, dodająca dramatyzmu (...), a jak nas zaatakuje jakis dziki zwierz..?? Tiaaa, jasne, w takiej puszczy to my dla zwierzątej jesteśmy dzicy...



Zdaje się, że jesteśmy już blisko...


No i udało nam się wytropić: 2 małe sarenki




Jelonka ryczącego



Klempy łosi




I piękny okazały jeleń z piekną łopata na sam koniec:)





Skoro de facto nie udało nam się wytropić łosia - mężczyzny, to Jarek na zakończenie jeszcze chyba chciał go wywołać;)


Gejowy prezentujacy skąd pochodza piura z jego czapki


Wesoła brygada, ja jako jedyna już po zmianie spodni, skarpet i bucików:)


Nasza mężczyzna:)
Ps. Asia, podziwiam twój zapał i życze szybkiego powrótu do zdrówka kochana:)

czwartek, 24 września 2009

W roki głównej: Wehikuł czasu!!!!!!


Poranna toskańska kawka (...)


Co my tu mamy - zmiana opony/koła w Sirmione nad Lago di Garda - zrobiliśmy niezły cyrk, ale jedna wielka rodzina kamperowców 3ma się razem i pomaga sobie w razie potrzeby - mucho grazie:)


Pomykając przez bezdroża toskańskiej pustyni...


Państwo poszli robić zdjęcia panoramy Rzymu:)


Ha! Dobrze, że była milionowa w nocy, inaczej nie dałoby rady walnąć takiej foty - ale udało się:)


Na parkingu we Florencji, załoga zbiera się przed drogą poraz ostatni wertując mapy z Darią - naszą florencką przewodniczką:)


No i jesteśmy!


Na parkingu w Rzymie, obchlapanie przed dalszą drogą

Taki widok po wstaniu rano mogłabym mieć codziennie: Lazurowe Wybrzeże:)


Na campingu w Punta Sabioni, jeszcze tylko 30 min statkiem i ciał Venecia:)


W słoweni na przydrożnym parkingu:) Od razu inaczej jedzenie smakuje!


Przed włoskim supermarketem...


... co my tu mamy: bagietkę, szynkę parmeńską, amore pomidore, oliwki, ser wędzony, chrupkie pieczywo o smaku sera i pomidorów... no i browar - czy można czegoś chcieć więcej????

Italian grapes:)


Brat tego faftusa mieszka juz u teściówki w ogródku:) No co, nie mogłam się oprzeć!!!;)



Zdjęcie powyżej: pięknościowa winnica a w tle - miejscowość Marta - nie była w planie początkowym, ale jak wiadomo - Marta grzechu warta, więc pozwoliliśmy sobie odwiedzić:)





Jarek przespał znaczną część wyjazdu, chyba miał potrzebę odespania codziennego wstawania o godzinie po 4 rano; cóż, przespał także to wbicie się komuś na teren jego winniczki:)


środa, 23 września 2009

Skończyłam.... Uff, kozak, nie powiem, trzyma w napięciu i niepewności do dosłownie ostatniej strony - polecam, lecz tym razem niekoniecznie jako thriller medyczny;

Pisarka:
Tess Gerritsen
Tytuł książki: Autopsja
Krótki opis: Lekarz sądowy, Maura Isles, sądziła, że w pracy nic jej już nie zaskoczy. Gdy zapakowana w plastikowy worek piękna kobieta otwiera nagle oczy, problemy spiętrzają się w lawinę. Przewieziona do szpitala bezimienna ofiara z zimną precyzją zabija ochroniarza i bierze zakładników. Maura musi połączyć siły z mężem, agentem FBI, by odkryć tożsamość zabójczyni.

wtorek, 22 września 2009

A jednak dzisiaj nie c. d. Burano, a Monaco - tak na bogato!


Niby Jajek powiedział, że jak będziemy wyjeżdżać to 'zrobi się porządek z tą flagą', nie wiem co to oznaczało, ale jak wyjeżdżaliśmy - wyglądała dokładnie tak samo:)


Trup oczekujący na 'Państwa' przy zboczu koło pobliskiej promenady




Zdjęcie specjalnie dla Tomula







A to zdjęcie dla mnie - 'kojojowe domki':)
Z powodu pobytu na basenie, takim pobycie z wszytskimi 'akrakcjami', które nieprzyzwyczajonego mogą wykończyć (patrz na mnie) - udaję się na spoczynek.. no może jeszcze ze 2 rozdziały książki ciachnę, zaczęło się wreszcie coś wyjaśniać. Dla ciekawych: Tess Gerritsen 'Autopsja' - zajebiaszcza:)
Doblanocnik:)